Maj 292010
 

No good (start the dance)

22 maja to wyjątkowy czas. Jeszcze dwa tygodnie temu nikt nie przypuszczał, że przyjdzie taki czas, że nasza biedna Warszawa będzie na krawędzi ogromnych zniszczeń. Wisła podniosła swoje wody do dramatycznych 780 centymetrów podchodząc pod górę wałów i niosąc groźbę katastrofy. Właśnie 22 maja przechodziła przez miasto fala kulminacyjna, która będzie przechodzić jeszcze przez parę dni. Dźwięki syren, karetki, straż pożarna i policja – wszyscy postawieni na nogi i wszyscy gotowi do działania. I to właśnie w taki to dzień, w takim miejscu odbył się koncert „Prodigy”. Hala Torwaru znajduje się nieco ponad 200 metrów od Wisły, która gniewnie pluskała za wałami. Jak zapewniał organizator: „Wielka fala i „Prodigy” przybyły do Warszawy. Wały wytrzymają a zespół da koncert jakiego nikt się nie spodziewa”. W takich to niesamowitych okolicznościach odbył się koncert, który, w odróżnieniu od innych koncertów na stronie, nie był metalowym napierdalaniem w struny. (Zbych: chcę zaznaczyć że Marcin mieszka kilkadziesiąt metrów od Torwaru więc kwestia powodzi była dość niepokojąca, na szczęście woda zaczęła opadać).

Continue reading »

Maj 272010
 

To był maj, pachniała Saska Kępa…wróć. Fakt, to był maj. Ale ani Saska Kępa ani pachniała – „Bolt Thrower” to ciężka artyleria śmierdząca palonym prochem i krwią. Zawitali do „Progresji” w ramach swojej trasy koncertowej uświetniającej 25 lat grania na scenie metalowej. Ze sobą przywiedli nie byle kogo bo samych chłopaków z „Rotting Christ” oraz kilka polskich kapel – „Naumachia”, „Lost Soul” i „Nomad”. (Zbych: dla mnie numerem jeden wieczoru był jednakże Zgniły Chrystus, zwłaszcza po zaznajomieniu z ich ostatnio płytą, która – robi dobrze 😛) Koncert był niezły, ale tym razem zagrało kiepskie nagłośnienie. Nie wiem, od czego to zależy, ale dźwięki miejscami były naprawdę tragiczne. Jednak, jak mawia Wołoszański, nie uprzedzajmy faktów.

Na początek tego minifestiwalu nie zdążyliśmy – ze Zbysiem byliśmy w Maku na żarciu i chyba dobrze wyszło, bo z tego, co już zdążyliśmy usłyszeć, to nie było za różowo. (Zbych: zaliczenie MacFaka przed Progresją ilekroć jedziemy tam na koncert zaczyna nam się wpisywać w tradycję, wiem wiem, to niezdrowe żarcie, amerykańskie gówno, bo Oni plują do kanapek….. NO I ???…. prawdziwy Henk nie zważa na takie głupstwa, a koncert bez śmieciożarcia to dla Henka niepisany obowiązek. Poza tym, Najlepsze Hot-Dogi i meat-ball’e serwują na Brutalu J tutaj jedyną opcją pozostaje Mak–Fak).  Continue reading »

Maj 242010
 

Tego dnia spadł deszcz. Wiosenne krople nie były wcale ciepłe i przyjemne – chłodziły kark i wywoływały nieprzyjemne uczucie na skórze. Niebo zasnuło się chmurami o stalowej barwie. Zwiastowały przedłużający się okres niepogody. Wiedziałem, że ten dzień będzie wyjątkowy – i to nie tylko ze względu na pogodę – ale również z uwagi na koncert Katatonii. Odrętwienie i melancholię odczuwałem przez cały dzień. Ze smutkiem patrzyłem przez szybę zasnutą kroplami deszczu i widziałem w każdej drobince, jak topi się zaduma i zastanowienie. Ksero smętnie brzęczało udając muchę tłukącą się w brudnym kloszu po zepsutej lampce. Radio popsuło się i nadawało audycję z nieustniejącej stacji na którą składały się szumy, zlepy i ciągi. Nie regulowałem tego, bo nie było warto. I tak przecież byłyby same senne kawałki a dziś przecież gra Katatonia. Jeśli miałem wchłonąć solidną dawkę przygnębienia to tylko wykonaną przez najlepszych specjalistów. Dlatego czekałem w spokoju na tą chwilę, gdy ruszę do Stodoły, odmierzając czas schnącym krążkiem herbaty, zostawionym przez przeciekający kubek. Continue reading »

Maj 142010
 

Po tygodniach spędzonych w rzeźni lub chlewni, warto zaczerpnąć świeżego powietrza, a uszom pozwolić się zregenerować by znów usłyszeć coś więcej niż tylko ścianę dźwięku i ludzi udających, że potrafią śpiewać :) Wychodząc naprzeciw tej potrzebie proponuję niedzielne spotkanie z muzyką cerkiewną. Niejeden uniesie brwi ze zdziwienia, ale… i tak przecież mieliście zaplanowane wyjście na Arch Enemy :) Koncert odwołany, ale potrzeba duszy wyjścia i posłuchania czegoś pozostała niezaspokojona. Koncert muzyki cerkiewnej da Wam to czego potrzebujecie – zagospodarowanie niedzielnego wieczoru (koncert o 18), regeneracja słuchu (tylko sam śpiew), głęboki ale nie przydługi wdech świeżego tlenu (koncert potrwa jakieś pół godzinki, a potem można skoczyć na piwo), atrakcyjne wizualnie miejsce (cerkiew przy Czterech Śpiących / Dworcu Wileńskim). Dodam, że na koncert wstęp wolny! Propozycja zatem idealna :) Continue reading »

Maj 082010
 

W czeskim mieście Vizovice (niedaleko Ostrawy) odbędzie się tegoroczne wydanie „Masters of Rock”. To festiwal z tradycjami i co roku zyskuje na popularności. Zapraszane są topowe kapele z Europy i czasami goście spoza naszego kontynentu. 4 dni rockowego wygrzewu czeka na prawdziwych fanów dobrego grania i śpiewania. Nie trzeba się obawiać o swoje uszy – to ciągle stary, dobry rock. Czasami coś mocniej przypieprzy, ale wszystko nie wykracza poza ogólną przyjętą konwencję hardrockowego grania. Srogiej rzeźni nie będzie, chlewni też nie.

W tym roku festiwal trwa od czwartku – 15 lipca – do niedzieli 18 lipca. Cztery dni wypełnione muzą i ostrą jazdą potrafią dokopać każdemu. Lista zespołów, jak zawsze w przypadku takich wielkich festiwali, nie jest jeszcze zamknięta, ale nie powinna się ona drastycznie różnić od tej, która już wisi na stronie festiwalowej. Kogo zatem można się spodziewać? Zacznijmy od tych, których powinno się kojarzyć.

Manowar – power metal czystej wody, czyli śpiewanie o tym jak dobrze jest być herosem i napierdalać smoki; to w dużym skrócie; a w mniejszym „Ulisses” co powinno wystarczyć z nawiązką;

Sabaton – Szwedzi śpiewający żołnierskie piosenki z całego świata; gdyby istniał jeszcze festiwal piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu, to wzięliby wszystkie nagrody; „40:1” – kto nie słyszał to niech jak najszybciej uzupełnia braki;

Behemoth – ………………………… ……………… ………… ………… …………… …… …. …………. ……………….. …………….. ……………; „Lucyfer” moim skromnym zdaniem Continue reading »

Maj 062010
 

Umbilical Brothers już sobie pojechali zostawiając w Polsce kilkaset szczęśliwszych ludzi – przynajmniej jeśli chodzi o czas spędzony podczas ich przedstawienia. Trzeba im przyznać, że przez lata występów potrafią złapać kontakt z publicznością. Nie było barier językowych, gdyż słowa padały bardzo oszczędnie, a jeśli już – to w dobie powszechności angielskiego nie było problemu z ich zrozumieniem. Jednak UB nie byliby sobą gdyby nie poszli dalej. Nauczyli się kilku polskich słów i namiętnie je wykorzystywali znajdując ich nowe zastosowania. Wszyscy się świetnie rozumieli i kiedy wyszli po drugim bisie i już nie wrócili, wszyscy się dziwili, że tak szybko to się skończyło.(Zbych: co do polszczyzny to miałem wrażenie że UB się zdziwili, że Polacy nie takie gupie ludzie i języki obce u nas stoją na przyzwoitym poziomie,może nie w rozmowie ale w rozumieniu nie ma zazwyczaj dużego problemu. Stąd te polskie hasła rzucane przez UB podczas występu – żiwy czy spadaj. Początkowo UB myślało że siedzi przed widownią kompletnie nie ogarniętą z angielskim, ale po kilku gagach gdzie coś gadali i ludzie się z tego śmiali widać było że UB są w szoku).

Continue reading »