Gru 282010
 

„Dimmu Borgir” – nazwa wulkanicznego wzgórza w Islandii.

Październikową sesję koncertową zaczął w tym roku nie byle kto bo Dimmu Borgir. Norwedzy wydali nową płytę – „Abrahadabra” – i wyjechali w Europę by ją promować. Płyta jest bardzo dobra i naprawdę chwyta za metalowe serce. Szczególnie, że jest to czysty black metal z samej mroźnej Norwegii. Po prawie dwóch latach przerwy grupa znów przybyła do Polski i w zimny czwartkowy wieczór mieliśmy się przekonać o jej sile.

Progresję  zaczęliśmy nietypowo, bo Zbych miał jeszcze jedno spotkanie z którego musiał się urwać by dotrzeć na miejsce. (Zbych: a było to nic innego jak spotkanie integracyjne przy kręglach z kolegami i koleżankami z pracy, jak tylko rozegrałem kilka kolejek, wskoczyłem do Wilka o popędziłem w kierunku Progresji). Ja sobie spokojnie dojechałem autobusem i poczekałem chwilę w środku. Akurat gdy zaczęli grać przedskoczkowie. Klub zapełniał się stopniowo, choć specjalnego natłoku nie było. (Zbych: w tłumie wyczailiśmy ku naszej uciesze znajomego fajtera z Krakowa, z pamiętnego koncertu świniaków pokroju Waking the Cadaver. Chłopak energicznie się rozciągał szykując się do walki. Szacun dla Freaka, ale spotkać się z jego wirującym glanem bym nie chciał). Continue reading »

Gru 252010
 

Święta za oknem, karp w żołądku a w telewizji „Kevin sam w domu” – to już znak, że zaczęły się święta. Szkoda tylko, że zaraz muszą się skończyć, ale zgodnie ze starą maksymą że nic nie trwa wiecznie, tak i święta odejdą w mrozie, lodzie i szarudze. Święta to czas życzeń zatem nie mogło ich zabraknąć i na naszym blogu. Oczywiście metalowych. twardych i czarnych, ale zawsze życzeń, bo nawet metalowcy miewają chwile słabości. Dlatego dla wszystkich naszych znajomych i ich rodzin składamy (bo i Zbysiu się dołącza do życzeń) życzenia zdrowych, spokojnych i przyjemnych świąt. A ponieważ na świętach się świat nie kończy to również niech to wszystko przejdzie na następny rok, który już za tydzień zapuka do drzwi. Niech będzie głośno, będzie gwarno i będzie się działo! Oby wszyscy zobaczyli zespoły, o których marzą, niech poczują brązową nutę i przeżyją wiele niesamowitych dni na rozlicznych festiwalach i koncertach.

Dla wszystkich zatem obowiązkowa kartka świąteczna bo przecież na czymś życzenia muszą być napisane.

Trzymajcie się ciepło i do następnego przeczytania.

Wesołych Świąt!

Gru 092010
 

Dwa lata temu we wrześniu Polskę odwiedził Therion i na jedyny koncert wybrał sobie Płock. Ponieważ Przemo brał wtedy ślub to mogłem tylko obejść się smakiem z youtubowych filmików. Rok temu, również we wrześniu, zawitał Blind Guardian (żeby nie było – na jeden koncert) i zagrał również w Płocku. Kolejny ślub razem z weselem unieruchomił mnie w Wawie. Znów musiałem obejść się smakiem słuchając relacji Minkar, która była tam i wszystko słyszała. W tym roku postanowiłem, że nie odpuszczę. Do trzech razy sztuka i niech ktoś spróbuje coś zmienić. Klątwa nad tym festiwalem została przełamana i mogę powiedzieć z dumą – „Płock Cover Festiwal” został zdobyty!
W tym roku zestawik był przedni – Jelonek, In Extremo, Sirenia i gwiazda wieczoru – Edguy. Do Płocka zabrałem się z Minkar, która nie mogła odpuścić Sirenii a ja nie mogłem odpuścić całości występów. Do tego bardzo byłem ciekaw niecodziennego miejsca do grania – plaży nad Wisłą. Po przybyciu na miejsce mogłem już osobiście się przekonać o urokach takiej lokacji. Na plażę trafiliśmy bez problemu. Duża skarpa nad rzeką opleciona była wianuszkiem schodów i barierek prowadzących nad samą Wisłę. Panorama, jaka się roztaczała z góry była naprawdę imponująca. Wisła przepływała przez cały horyzont a w dole widać było plażę, na której ustawiono scenę, budę z nagłośnieniem i budki z żarciem, toytoye oraz czarnuchów, którzy zaroili się jak mrówki. Pogoda była przednia więc wszystko widziałem dobrze. Liczni przechodnie z ciekawością patrzyli na to, co dzieje się w dole. Z ciekawością słuchali i patrzyli na wszystko. Płock chyba się przyzwyczaja do tych wrześniowych najazdów bo nie było słychać narzekania na tłumy czy głośną muzykę.
Po zejściu na teren festiwalu przekonałem się jeszcze o jednym – dobrej organizacji. Teren był ogrodzony – z wydzieleniem części z żarciem i tym, gdzie można poskakać. Glany grzęzły w piasku wiślanym, ale to urok koncertu w takim miejscu. Niesamowicie wygląda sprawa samego brzegu rzeki, gdyż z „płyty” można było od razu wskakiwać do wody. Światła załamywały się w wodzie a w przerwach między zespołami można było usiąść nad wodą i popatrzeć na podświetlony most albo przepływające statki. Niecodzienna oprawa wydarzenia dawała dodatkowy smaczek festiwalowi i śmiało można powiedzieć, że ma drugiego takiego w Polsce. Byłem i nadal jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, co wydarzyło się w Płocku. To tylko pogłębiło moją frustrację wynikłą z tego, że już dwa razy straciłem okazję by tu być. I cieszyłem się z tego, że jestem teraz. Continue reading »