Lis 252012
 

Poniedziałkowy wieczór to nie czas na miłe chwile tylko bolesna walka z rzeczywistością i czekającym na nas całym tygodniem w robocie. Na szczęście są takie poniedziałkowe wieczory, kiedy można na chwilę zapomnieć o tym i doświadczyć czegoś innego. Tak się stało właśnie w listopadzie, kiedy to na deskach Progresji gościła Lacuna Coil – zespół, którego nie trzeba przedstawiać fanom metalu i gotyku. Po tylu latach działania wreszcie przyjechali do Polski i fani nareszcie mogli zobaczyć piękną Cristinę na własne oczy.

Sam koncert był kameralny, bo Włosi przywieźli ze sobą tylko jednego przedskoczka a w zasadzie przedskoczkę. Ludzi też nie było za wiele, co było widać po pierwszych rzędach do których można było dobić nawet z piwem w ręku. Przynajmniej można było zobaczyć z bliska wokalistki obu zespołów. Pierwszym był „This is She” ze Stanów. Trochę dziwny to był suport, któremu jednak nic nie brakowało. Muzycznie prezentowali się nawet dobrze, choć mieli lekko popowe zacięcie, które szybko przeszło w nawet solidne metalowe brzmienie by na zakończenie zamienić się w prawie rasowy dubstep. Niezła mieszanka, która jednak udowadnia, że wszystko jest możliwe. Do tego ozdoba zespołu, czyli ładniutka wokalistka. Ubiór nie był chyba właściwie dobrany i bardziej pasował na mecz futbolu amerykańskiego, gdzie pani mogłaby tańczyć jako cheerleaderka. Na stronach internetowych można ją zobaczyć normalnie, czyli na czarno i jest to już coś naprawdę ładnego i fajnego. Do tego potrafi śpiewać i wyciągać górki, co jest dużym plusem, bo nie jest tylko manekinem do ładnego wyglądania. Niestety ma manierę gwiazdek pop w śpiewie i brzmi on czasami dziecinnie, ale widać, że coś z tym robi, bo kawałki są różne i z różną tonacją, nie tylko tą „dziecinną”. Gra na bębnie, śpiewa, obsługuje keyboard – wszechstronna, utalentowana i jeszcze suportuje Lacunę :) . Czego chcieć więcej? Continue reading »

Lis 222012
 

Obrodziło w listopadzie koncertami w warszawskiej Progresji. Ledwo Katatonia i kumple posprzątali po sobie a tu już następnego dnia wjechały kolejne zespoły z Painem na czele. To jest trasa Szwedów i zaprosili na nią całkiem zgrabny zestaw zespołów z suportem marzenie czyli Moonspellem. W sumie 5 kapel, które w niedzielny wieczór dały czadu na całego. Kto nie był, niech żałuje, a kto był, ten będzie pamiętać ten koncert do choinki co najmniej.

Wszystko zaczęło się dość wcześnie, bo przecież tyle zespołów musiało się jakoś znaleźć w ramówce. O dziwo do samego końca była ona pilnowana i jak nigdy wszystko było o czasie i z właściwym tempem. Zakupiony w barku cerny kozel mile łechtał wspomnienia z czeskich brutali. Ustawiliśmy się na środku by dać szansę walki przy barierkach dla młodych i byliśmy gotowi na koncert.

Zaczął Scar of the Sun z Grecji. Oni chyba mają już wdrukowane w geny taki styl grania, że można od razu rozpoznać Greków. Bardzo dobrzy technicznie z idealnie współgrającymi ze sobą gitarami i perkusją. Cholera, coś w tym jest, bo zarówno Rotting Christ jak i Sceptic Flesh mają niemal tak samo i jest w tym jakaś magia. Scar of the Sun dla odmiany dołuje wokalem. Nie wiem, czy to wina nagłośnienia czy nie, ale głos wyraźnie nie grał z całą resztą. Słabo trzymał melodię i był jak wycięty z innego koncertu. Szkoda, bo całość prezentowała się bardzo dobrze. „Pompowanie” na gitarkach było super i czuć było moc. Continue reading »

Lis 182012
 

Katatonia już od paru lat niczego i nikomu nie musi nic udowadniać. Zapisała się w annałach doom metalu, z których już nikt jej nie wykreśli i z każdą wydaną płytą potwierdza swoje poczesne miejsce w tym rodzaju muzyki. Wydana w sierpniu „Dead End Kings” nie jest ani lepsza ani gorsza od poprzedniczek. Katatonia gra swoje i dobrze się z tym czuje. Szczególnie widać to na trasie i koncertach, gdzie nowe kawałki dobrze brzmią ze starymi i nie widać między nimi żadnej różnicy stylów, tekstów czy aranżacji.

To już kolejny koncert Szwedów, na którym byłem. Kolejny, który gości na łamach bloga. W przypadku takiej grupy ciężko napisać coś nowego, bo już wszystko zostało napisane. Trzymają poziom poniżej którego nie schodzą i to się im chwali. Porywają publikę, która szaleje, śpiewa razem z nimi i daje upust swojej energii w skandowaniu „Katatonia!” pod sceną. W listopadowy czas w Progresji nie było inaczej.

Na suporcie były dwa zespoły – Junius i Alcest. Zgraja niezła, bo Junius pochodzi ze Stanów a Alcest z Francji. Sama Katatonia to Szwedzi, więc powstała niezła mieszanka narodowości na jednej trasie. I to było słychać. Amerykanie zagrali jako pierwsi. Choć grali kilka kawałków to zlały się on w jeden długi. Monotonia i stagnacja – cóż, ja na doom metal to nieźle, ale na koncert za mało. Nikt się nie rwał specjalnie do barierek, nikt nie podskakiwał. Najwyraźniej niewiele osób znało ich najnowszą zeszłoroczną produkcję „Reports from the Treshhold of Death”. Ja też nie, ale sroga nazwa budzi szacunek. Swoich oddanych fanów mieli, czyli nie byli tacy osamotnieni na scenie.

Continue reading »

Lis 172012
 

„Mityczna bestia, która zgodnie ze słowami Alistaira Crowleya, pojawia się jako Bestia w Apokalipsie Św. Jana i ma przynieść zgubę dla całego rodzaju ludzkiego.”

Poprzednia wizyta Theriona w naszym kraju to śnieg, paraliż miasta i destrukcja. Okoliczności tamtej wizyty były nie do przebicia. W tym roku obyło się bez takich apokaliptycznych skojarzeń i wydarzeń. Popadało trochę co zapowiadało bardziej nadchodzącą jesień niż zimę. Dodatkowego smaczku nadawała informacja o tej trasie koncertowej zespołu – że będzie ostatnią w przeciągu najbliższych lat. Therion jako zespół przestaje nagrywać płyty i koncertować by skupić się na większym projekcie, którego realizacja jest rozłożona na kilka lat. Zatem to była ostatnia szansa ujrzenia bestii przed jej zniknięciem. Tego nie można było przegapić.

Trasa rozpoczęta na jesieni tego roku jest trasą promocyjną nowego krążka zespołu – „Les Fleurs du Mal” czyli po polsku „Kwiaty Zła” – oraz jednocześnie ukoronowaniem 25 lecia zespołu na scenie muzycznej. Jest to wydanie niezwykłe w każdym niemal aspekcie. Językowo – wydanie w całości po francusku; wydawniczo – wydane w całości przez założyciela Christofera za jego kasę i przez jego studio; kasowo – krążek jest sprzedawany tylko na koncertach zespołu i każda płyta jest osobiście podpisana przez Christofera; fanowsko – bo to ostatni krążek Theriona w takim składzie. Dużo tych zmian, ale były one niezbędne. Najważniejsze, że Therion przyjechał do Stodoły i znów można było usłyszeć muzę kojącą duszę.

Continue reading »