Lis 272014
 

Death metalem obrodziło tej jesieni w Wawie jak nigdy. Krótko po Cannibalach zagrali chłopaki z Morbid Angel rozwalając wszystko i wszystkich. Trasa koncertowa, którą zahaczyli o Polskę, pod lupę bierze jubileusz płyty „Covenant” zatem wszystko z niej można było usłyszeć. To nie lada gradka dla każdego szanującego się czarnucha co było widać po ilości osób zebranych w klubie.

Na Morbidów zawsze chciałem iść, ale nigdy się nie składało. Teraz, przy takiej okazji, wreszcie się udało i wreszcie mogłem poczuć ich muzę w uszach. Brzmiało świetnie. Całość oprawy też była niezła – ustawione standy symbolizujące ryciny ze średniowiecznych ksiąg oraz oświetlone pentagramy i oczywiście olbrzymi banner z nazwą zespołu. Gra świateł była cudna i pełna. Nie oszczędzano na niczym, a dym buchał jak z rozgrzanej lokomotywy. I do tego muza. Świetne solówki i dwa kawałki z Covenanta, które chciałem usłyszeć – Rupture i God of Emptiness. Zabrzmiały naprawdę dobrze, tłum szalał a powietrze wypełniały skandowania fanów i wspólne śpiewy z zespołem.

Koncert był udany a Progresja naprawdę daje radę. Jedna rzecz tylko zgrzyta. Zauważyłem to już przy innym koncercie, ale brałem za wypadek przy pracy. Skoro się to powtórzyło, to znaczy, że chyba nie jest to przypadek tylko stały proces. Chodzi o szatnię. Wiadomo, w klubie być powinna, szczególnie teraz, gdy robi się zimno. Jednak jej obecne rozwiązanie jest problematyczne. Kiedy cały tłum ruszy do wyjścia to zablokowane jest dokładnie wszystko – nie tylko ci, którzy czekają na szatnie, ale również ci, którzy nic nie zostawiają a chcą tylko wyjść na zewnątrz. Wąskie schody i brak podzielenia ludzi na szatniarzy i wychodzących robi zamęt i wszystko trwa dużo dłużej niż gdyby wprowadzić coś na kształt porządku przy szatni. Podział schodów byłby jak najbardziej wskazany. Tylko trzeba by to przestrzegać i oznaczyć by każdy wiedział, gdzie stoi. Klub się rozwija i może w przyszłości będzie lepiej. Życzę Prezesowi tego z całego serca.

Morbid Angel zagrał bardzo dobrze. Widać było, że chłopakom podoba się na scenie i podoba się im granie dla polskiej publiczności. Dobrze, że grają starą szkołę death metalu, gdzie jest miejsce na melodyjność i dźwięki oraz solówki i perkusyjne zabawy talerzami. Covenant jako album i tak jest lekko inny niż wcześniejsze dokonania, ale za to wyróżnia się na tle innych. Aż dziwne, że Rysio Nowak nie zareagował w żaden sposób, bo mógłby się obruszyć na teksty i wystrój sceny. I dobrze, bo oszołomstwa już nam więcej nie potrzeba.

 

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)