maj 072014
 

Na Sharon z zespołem byliśmy już kilka razy ale nigdy na Torwarze. Po ostatnim koncercie i popularności zespołu mogło być to miejsce troszkę na wyrost i rzeczywistość pokazała, że była to prawda. To już nie są czasy, gdzie rządziła „Mother Earth” czy „Ice Queen” a piękny głos Sharon był wyznacznikiem klasycznego wizerunku „female fronted metal”. Teraz jest już spora konkurencja w tej dziedzinie i coraz trudniej się wybić. Głos wokalistki pozostał, niezłe kompozycje też, ale popularność się rozmyła.

Nowa płyta – „Hydra” – to wielogłowy twór zasługujący na swoje miano. Zespół zaprosił do współpracy kilku wykonawców z którymi nagrano poszczególne kawałki by nadać im unikatowy wizerunek. I muszę powiedzieć, że to się udało, choć jakość kawałków jest różna. Pojawił się też utwór bliski polskim fanom, który jest śpiewany w duecie z Piotrem Roguckim z Comy. Oczywistą rzeczą było to, ze na trasie w Polsce, zaśpiewa on na jednej scenie z Withinami by bodaj po raz pierwszy zagrać ten utwór razem.

Oprawa koncertu była zbliżona do tego ze Stodoły co nie znaczy, że słaba. Tym razem było istotne uzasadnienie takiego zabiegu gdyż wszystkie kawałki z Hydry, które były wykonywanie z zaproszonymi gośćmi wykorzystywały telebim by tych gości pokazać. Zatem efekt był taki, że Sharon śpiewała swoje a z puszki leciał głos gościnny na płycie. Wyszło nawet fajnie bo do tego dochodziła jeszcze oprawa wizualna i całość się dobrze komponowała. Najlepiej wypadł kawałek „Dangerous”, który na płycie przemknął się, ale na żywo zrobił na mnie największe wrażenie. A że zagrali na koncercie całą płytę bez 2 kawałków, to mogę powiedzieć, że to najlepszy utwór na płycie.

A teraz Rogucki. „The Whole world is watching” czymś wybitnym nie jest ale promocja w radio zrobiła swoje. Ich głosy trochę średnio pasują do siebie i, co jest moim zdaniem, Roguc nie umywa się do mocy Sharon. Jednak wyszli razem, zaśpiewali razem i razem podziękowali publice za przybycie. Był jednak jeszcze jeden szkopuł w tym wszystkim. Nie wiem, czy widzieliście ostatnie stylizacje Piotra. Jeśli nie to spójrzcie. Wygląda jak polski żigolo z najlepszych lat PRL-u i o jakich śpiewał Kazik w dwunastu groszach. I Roguc taki był. Wąs dozorcy, marynarka stróża, koszula Polaka z Egiptu i na nogach różowe crocki. Ja rozumiem wszystko – samodzielność artystyczną, uchodzenie na unikata i osobę nietuzinkową – ale żeby na koncert przyjść w crockach??? To już jest brak szacunku dla innego wykonawcy bo na swój koncert to on może i w kalesonach przyjść a tutaj po prostu nie wypada. Ciekawe czy jakby dostał zaproszenie do filharmonii to też by tak się ubrał? Dlatego był to minus tego koncertu i szkoda, że wypadł on akurat jako największa jego atrakcja.

Koncert był częścią trasy promującej „Hydrę” więc nic dziwnego, że to ten krążek wypełnił koncert. Nie zabrakło na szczęście standardów czyli wspomnianych królowej i matki :) Do tego coverek Lany Del Ray – cover dobry choć piosenka taka sobie. Już bym wolał „Behind blue eyes” ale nie można mieć wszystkiego. Dobrze, że koncert wpadek nie miał i dobrze było posłuchać kawałków przy których WT zaczynał swoją karierę. I to one wyznaczyły jego kierunek. Teraz nie jest źle bo rozwijają się i próbują znaleźć swoje miejsce w zmieniającej się rzeczywistości. Jednak to nie to samo co kiedyś. I nie żałuję. Jeśli mianoby tworzyć coś na siłę to wyszłaby kicha a tak przynajmniej jest co posłuchać. Magia muzyki WT została. Może jest słabsza (perka siadła) to jednak nadal są w niej magiczne nuty. Nie sądziłem, że pójdę jeszcze na koncert Sharon ale jednak się przemogłem i nie żałuję. Atmosfera koncertu, szum z głośników, setki ludzi śpiewających do taktu – tego się nie zapomina i nie jest łatwo od tego uciec.

 Leave a Reply

(required)

(required)

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>