Lis 252014
 

Jest coraz mniej kapel zasłużonych dla metalu, które jedną nogą były w czasach, gdy metal się formował i są teraz, tworząc go razem z innymi. Smutne to, ale niestety prawdziwe. Dlatego występ każdego z takich gigantów jest niezwykle cenny i niemal obowiązkowy. Tak ma się sprawa z Kanibalami, którzy napieprzają w struny i bębny już prawie 30 lat i nie zamierzają poprzestać na tym. Ich koncert w Progresji to na pewno mocny punkt tej dogorywającej jesieni.

Cannibal Corpse znałem z kilku kawałków, raz otarłem się na Wacken o ich koncert a najbardziej pamiętam okładki ich płyt. Na żywo w pełnym wymiarze słyszałem ich dopiero teraz i nie żałuję. Amerykańce dają radę mimo upływu lat a wokalista wymiata grzywą jak niejeden młodzik. Sam to nawet przyznał, że w tym to nikt go nie pokona a on bardzo nie lubi przegrywać. Ostre granie, łomot w bębny i dość charakterystyczny wokal sprawił, że lekko przygłuchłem. To świadczy, że było dobrze. Całości dopełniała oprawa, szczególnie światła. Nie było strobo i tylko kolorowe światła i główne od czasu do czasu. Całkiem to wyszło przyjemnie choć dla aparatu była to katorga. Każdy amator przy takim oświetleniu będzie zgrzytał zębami. I całe szczęście że muzyka była bo zdjęcia to i tak robią lepiej zawodowcy.

Specjalnie nie będę się rozwodzić na tym koncertem. Był bardzo dobry a dla fanów znakomity. Wiem, że obecnie jest wiele zespołów grających ostrzej niż CC, ale oni dopiero się wybijają a Kanibale mają się dobrze od tylu lat. A muzyka mile brzęczy w uszach. Co prawda powoduje potem efekt waty ale warto było. Tak tylko miałem po odsłuchaniu koncertu Lamb of God, gdzie uszy nie wytrzymały i po nim jeszcze dwa dni mi w nich dzwoniło.  Na Kanibalach nie było takiego odczucia, ale napierdalanka i tak była niezła.

Ponieważ ostatnio statystyki stały się bardzo ważne w Polsce i niektórzy podnoszą je do rangi wyroczni to i tutaj kilka ciekawych statystyk odnośnie Cannibal Corpse (kto chce szukać po necie to niech szuka – tutaj jest gotowizna)

»» Najbardziej pracowitym rokiem koncertowym był 2012 – CC dali 122 koncerty. Setkę koncertów w roku przekroczyli jeszcze w 2009 (118 koncertów) i w 1998 (101 koncertów).

»» Jak wygląda pierwsza trójka koncertowych hitów? „Hammer Smashed Face” grany 420 razy a potem „Stripped, Raped and Strangled” z 405 wykonaniami a na końcu „Make Them Suffer” z 356 odtworzeniami.

»» Najczęściej ogrywany album? Oczywiście „Tomb of the Mutilated”

»» Kraj, gdzie najczęściej koncertowali? To też nie jest zdziwieniem, bo USA z 560 koncertami. Potem są, o dziwo, Niemcy ze 132 koncertami i dopiero potem Kanada. Oj, nie lubią sąsiadów, nie lubią.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)