Maj 082010
 

W czeskim mieście Vizovice (niedaleko Ostrawy) odbędzie się tegoroczne wydanie „Masters of Rock”. To festiwal z tradycjami i co roku zyskuje na popularności. Zapraszane są topowe kapele z Europy i czasami goście spoza naszego kontynentu. 4 dni rockowego wygrzewu czeka na prawdziwych fanów dobrego grania i śpiewania. Nie trzeba się obawiać o swoje uszy – to ciągle stary, dobry rock. Czasami coś mocniej przypieprzy, ale wszystko nie wykracza poza ogólną przyjętą konwencję hardrockowego grania. Srogiej rzeźni nie będzie, chlewni też nie.

W tym roku festiwal trwa od czwartku – 15 lipca – do niedzieli 18 lipca. Cztery dni wypełnione muzą i ostrą jazdą potrafią dokopać każdemu. Lista zespołów, jak zawsze w przypadku takich wielkich festiwali, nie jest jeszcze zamknięta, ale nie powinna się ona drastycznie różnić od tej, która już wisi na stronie festiwalowej. Kogo zatem można się spodziewać? Zacznijmy od tych, których powinno się kojarzyć.

Manowar – power metal czystej wody, czyli śpiewanie o tym jak dobrze jest być herosem i napierdalać smoki; to w dużym skrócie; a w mniejszym „Ulisses” co powinno wystarczyć z nawiązką;

Sabaton – Szwedzi śpiewający żołnierskie piosenki z całego świata; gdyby istniał jeszcze festiwal piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu, to wzięliby wszystkie nagrody; „40:1” – kto nie słyszał to niech jak najszybciej uzupełnia braki;

Behemoth – ………………………… ……………… ………… ………… …………… …… …. …………. ……………….. …………….. ……………; „Lucyfer” moim skromnym zdaniem

Epica – symfoniczny metal z przeuroczą Simone na wokalu; niemal klasyczny przykład na skandynawsko-niderlandzką szkołę śpiewu gotyckiego (Within Tempation, Nightwish, After Forever, Leaves Eses czy Sirenia); godne polecenia jest „Blank Infinity”

Tarja – czyli była wokalistka Nightwish; czego by nie prezentowała sobą, to zawsze już będzie byłą wokalistką Nightwisha; głos jak dzwon i udatny wygląd sceniczny; polecam jej cover „Poison” którego nawet nie zepsuła specjalnie; na festiwalu będzie jej towarzyszyć Bohuslav Martinu Philharmonic Orchestra ze Zlina

Accept – to już dinozaur rocka, ale jeszcze żywotny i grający; coś jak AC/DC lub Iron Maiden; prawie jednak robi różnicę; posłuchajcie „Balls to the Walls” to będziecie wiedzieć, o czym piszę;

Anihilator – kanadyjski trash metal też już podpadający pod wczesną kredę; klasyka pudel metalu jakich mało; polecam kawałek z pierwszej płytki o nazwie „Allison Hell”

Axel Rudi Pell – człowiek orkiestra z Niemiec; czołowy gitarzysta metalowy w Niemczech; gra od 1984 roku i przysłużył się światu 4 płytami z zespołami oraz 13 solowymi albumami; posłuchajcie „Too Late” gitara wymiata

Primal Fear – napierdalają już od 1997 roku i dobrze im to wychodzi; oczywiście kolejni niemaszkowie w zestawieniu – trzeba się pogodzić z tym, że to oni tworzyli scenę muzyczną w Europie a nie Modern Talking czy Tokio Hotel; na uszy wrzućcie „Metal if forever” – wyczes choć staroszkolny;

Lordi – przebierańcy z mroźnej Finlandii; pamiętacie, kto wygrał Eurowizję w 2006 roku? Tak, to oni. Tony plastiku i lateksu na sobie, potworny wystrój i nawet niezłe granie; oczywiście koniecznością jest odsłuchanie zwycięskiego kawałka „Hard rock Alleluja”

Gamma Ray – kolejni Niemcy grający power metal; kolejna klasyka w panteonie metalu; naprawdę są dobrzy i choć nie pamiętam nazwy kawałka, który śpiewał mi się przez parę miesięcy to mogę polecić cokolwiek z ich utworów; kapitalny jest „Rebellion In Dreamland”

Destruction – chyba nie muszę mówić, że to legenda i wiadomo, z jakiego kraju; a jednak nie znam ich za bardzo – może dlatego, że za dużo wtedy było takich zespołów i grali zbyt podobną muzę; oczywiście dla miłośników piór na głowie, lateksowych spodenek i obroży na szyi – dla nich kawałek „Bestial Invasion”

Doro – czyli dawny Warlock; pominę milczeniem skąd pochodzą; na wokalu Doro czyli Doro Pesch – rockowa laska z zaznaczeniem, że to Niemka; stała bywalczyni Wacken; posłuchajcie sobie jej „All we are” z zeszłego roku z Wacken.

Masterplan – kapela z Hamburga grająca melodyjny metal i mająca już prawie 10 lat; grają nowocześnie i faktycznie melodyjnie; w rytm tej muzy można nieźle pomachać baniakiem – szczególnie przy „Spirit Never Die”

Lacrimosa – gotyk, gotyk, gotyk – to legenda gotyku i to nie mieszanego z niczym innym; najczystszej wody; kapitalnie się ich słucha – kawałek „Alleine zu zweit” wymiata; tutaj nie rzuca się dyńką, nie krzyczy i nie poguje

Queensryche – amerykańska grupa progresywnego metalu; w 1991 roku była supportem przed Metallicą w Polsce; grają niekonwencjonalnie i nawet fajnie; co prawda to taki lajcik, ale lepszy niż Cynic; mi osobiście nie podchodzi, ale może komuś – na próbę „Silent Lucidity”

I teraz zespoły, których kompletnie nie znam. Miło będzie je usłyszeć i zobaczyć, co potrafią. Sporo z nich to Czesi albo Słowacy choć dla mnie wszystko będzie czeskie.

Arakain – czeski trash metal jeszcze z zamierzchłych czasów; posłuchałem ich paru kawałków i muszę powiedzieć, że są niego sobie – solidne granie, podbity bas i perka; śpiewają po czesku – brzmi śmiesznie; wpadła mi w ucho „Seherezad” tylko proszę się nie śmiać z wokalu, bo cała reszta jest naprawdę dobra.

Bloodhound – grają klasyczny heavy metal z domieszką Powera; czasami brzmią jak Hammerfall i całkiem, całkiem smyra po uszach; jak na Skandynawów przystało solidne gitarki; piękna „galopada” jest w „Nosferatu”, którego polecam

Callejon – jak zobaczyłem to pomyślałem sobie – wtf – a potem posłuchałem na youtubie; cóż, znów Niemcy, ale grają już ciekawie, krzykliwie, metalowo i czasami trashowo – całość mi na jakiś metal core wygląda szczególnie przez krzykliwy wokal; na ich kawałkach nie można się nudzić i może być niezły wygrzew na koncercie; słuchałem „Spiel Mir Das Lied Vom Leben” i wyszło nawet, nawet.

Citron – czeskie cudo pokroju Europe; kolejny zespół typu wft na tej imprezie; czeskiego nie znam a jeden z podpisów pod kawałkiem „Ocelove mesto” brzmi: „hip hop je SRAČKA HEAVY METAL je boží”; cóż – słuchacie na własną odpowiedzialność;

Rising Dream – progresywny heavy metal z elementami power metalu; jak by tego nie nazwać, to wychodzi taki lekki metal i dość fajne przygrywki; można posłuchać spokojnie chociażby „Heretic Prophecy”; ten wokal…

Tublatanka – o żesz, to jeszcze czechosłowacki band (doceńcie to słowo) a teledysk do kawałka „Matka” wymiata; chłopaki to późny trias więc ciekawe jak teraz będą grać

Communic – srodzy Norwedzy o metalowym brzmieniu; znów dość klasyczny heavy bez specjalnych udziwnień; to nie norweski black czy death i to czuć; odpaliłem sobie „Conspiracy in mind” i stąd moje obserwacje;

Delain – obok „Epicy” kolejny female fronted metal band; dobrze będzie zobaczyć podobno ładną Charlotte na żywo; w kawałku „Frozen” prezentuje się całkiem, całkiem…

Skwor – nie mogę z tymi czeskimi kapelami – trochę to śmieszne, ale to przecież nie ich wina; metalowa kapela i muzycznie są naprawdę dobrzy tylko ten wokal a teledysk do „Tak to jsmy my” powala na kolana; dosłownie;

Doga – o ja pierdole; nie wyrobię – klip do „Nejsi Nevinna” – to musisz zobaczyć; metalowe granie, ja jakże, takie trochę katowskie, ale cała reszta…posłuchajcie i popatrzcie; ciekawe czy na samym koncercie będą sobie jaja robić;

Visaci zamek – punkowa czeska legenda – wierzę na słowo; obejrzałem sobie „Cigara” na youtubie i nie zmienię zdania o czeskich teledyskach;

Dymytry – kurwa, co oni założyli sobie na twarz – maski jak na Slipknocie, ale jakieś takie dziwne; po czesku – a jakże – możecie zobaczyć i usłyszeć w „Capitan Heroin”; skocznie grają, skocznie – czyżby jakiś rapcore czy coś równie ekstremalnego?

Euthanasia – nie wiem, co to jest – punk, metal i to w dodatku nie wiem czy czeski … przy „Robinsone Crusoe” słychać punkowe rytmy a innych kawałków nie odważyłem się przesłuchać; może ktoś spróbuje coś innego

Unisonic – nie znam, nie wiem, nie znalazłem – wielka niewiadoma choć wymieniona jako całkiem znana gwiazda

Final Fiction – emo metal; nie skomentuję przez grzeczność; „Mirror”

Gaia Mesiah – nie wiem, co to jest – chyba rock, ale tak udziwniony, że ja wysiadam; w dodatku to czeskie poczucie humoru – popatrzcie na „Alpha Female”

Grand Magus – wreszcie solidne skandynawskie granie na gitarach i z głosem wikinga; heavy jak się patrzy ze wszystkim, co trzeba – nawet triggerami; „Like the Oar strikes the water” to jest to i nie ma tam Czechów

Harlej – metal na dzikim zachodzie i headbangin przez meksykańców w kapeluszach – cóż, to Czechy; Obejrzałem „Poveste ho vejs” i umarłem; gdyby nie te gitarki to bym zszedł na amen; czy wokalista przypadkiem nie przypomina naszego aktora Kota? Bo tak na Ryśka Riedla mi miejscami wygląda;

Silent Stream of Godless Elegy – wreszcie jakiś czeski gotyk i to całkiem fajny; mają skrzypeczki, gitarki i perkę – babkę na wokalu i niezłe kawałki; brzmią poważnie i wyglądają dobrze – polecam „Osameli” – zacny kawałek;

Salamandra – Power metal z Czech i grają bardzo, bardzo dobrze; byli supportem Iron Maiden w czechlandii i dobrze ich dobrali; kawałek „The Blackest Wing” wymiata (na teledysk nie patrzcie – chyba że na momenty kiedy pojawia się niezła czika – gra u nich na klawiszach)

Holy Grail – wymiatają; naprawdę; napierdalają jak szaleni, brzmią jak Ironi, gitarki jak Judasi – coś pięknego; mimo że młodziaki to grają klasykę heavy metalu; „Fight to Kill” i klasyczny zaśpiew w postaci krzyku – obowiązkowy dla tej kategorii grania

Rhemorha – Rosjanie i mocne uderzenie; brzmią wykurwiście i dobrze będzie ich usłyszeć; na klipie „I.L.Y.” fajnie pokazali wibracje struny gitarowej

Hollyhell – female fronted metal chick; fajnie wygląda babka, goście grają nieźle i do tego obracają się w niezłym towarzystwie; na kawałku „Phantom from the Opera” (granym przez liczne zespoły) śpiewa razem z gośćmi z Manowara

Milos Dodo Dolezal – zachód ma Satrianiego i Santanę; my mieliśmy Gintrowskiego i Kaczmarskiego, a Czesi mają Dolezala. Jaki kraj taki gitarzysta – popatrzcie na „Soudim” to zrozumiecie.

Horkyze Slize – czyli po naszemu „Pełzające ślimaki” to proste rockowe granie z jajem (i to dosłownie); zobaczcie i posłuchajcie kawałek „L.A.G. Song”. Na festiwalu po takiej dawce czeskiego grania to chyba w głowie może się nieźle popieprzyć; normalnie czasami wolę chlewnię

Mike Terrara – perkusista grający z różnymi zespołami, który wyczynia niezłe numery za bębnami; nie wiem, czy będzie z jakąś kapelą (może z Axlem Rudim) czy solo, ale jego solówek można posłuchać, jak chociażby tej z zespołem Rage

Kimaera – egzotyczny doom metal z Libii, chyba w tym składzie jedyny taki zespół; grają całkiem dobrze (nawet ze skrzypeczkami) z wokalem wreszcie zbliżonym do czegoś na kształt rzeźni – bardziej by pasowali na Brutal Assault, więc taka nutka cięższa też będzie; „Among the Dead” to jest to;

Metalforce – epic heavy metal z Niemiec; nie słyszałem ich do wczoraj, ale po wczorajszym jednym kawałku stwierdzam – super!; Power metal może się podobać i ma tak rozpoznawalną nutkę, że nie sposób pomylić tego z czymś innym; oczywiście zawodzenia konieczne; „We are the Fire” wgniata;

Legendy se Vraci – coś dla maniaków coverów takich jak ja; czeska kapela robiąca coverki znanych i lubianych przebojów rockowych i nie tylko; oczywiście grają to normalnie, nie mają pierdolnięcia, ale i tak daje to radę; „Black or White” Michaela nie jest może czymś mega mocnym, ale taki miły zapychacz czasu na festiwalu musi być;

Niezły zestaw choć jak na poprzednie lata to nie jest znów taki odkrywczy. Ale to zawsze festiwal takiego formatu, znane osobistości i full muzy. Ktoś chętny?

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)