Cze 012010
 

Pamiętam jak pewnego dnia około dwóch lat temu, przez AntyRadio (głównie podczas audycji prowadzonych przez Makaka) kilkukrotnie przewinął się bardzo melodyjny kawałek z dość nietypowym wokalem. Kawałek wpadł mi w ucho, przez co próbowałem wyłapać jego nazwę z ust prowadzącego. „Coheed and Cambria”, ta (pomyślałem wtedy) ciekawe jak to się w ogóle pisze. W wyniku mego lenistwa, temat się wyciszył i powędrował do tylnych szuflad mojej pamięci.

Dwa lata później – czyli stan obecny 2010 – w łapy trafia mi kwietniowy numer Metalhammera (Nr. 226) gdzie tuż pod sylwetką Slasha zapowiedź wywiadu z Coheed and Cambria. Ponadto, przed oczy wpada mi reklama z informacją, że w Warszawskiej Stodole – 05.07.2010 zespół zamierza rozstawić swój sprzęt podczas ich pierwszej Europejskiej trasy. I to zapewne jest główny podwód, że nic o nich za specjalnie nie wiadomo.

Ok, od razu w łepetynie przypomniałem sobie że już gdzieś słyszałem tą nazwę i po chwili buszowania w sieci z głośników zagrał zasłyszany niegdyś zagadkowy kawałek, a mianowicie: Ten Speed (of god’s blood and burial). Moje śledztwo trwało. Po kilku kolejnych minutach przeglądałem zdjęcia zespołu i przed oczami pojawiły się przeróżne info o zespole.

Korzenie C&C wiążą się ściśle z dwoma kumplami: Travisem Steverem i wokalistą z mega bujną czupryną – Claudio Sanchezem. Początkowy projekt rozkręcany w 1995 roku pod nazwą Toxic Parents bardzo szybko przerodził się w Beautiful Loser. Nieszczęśliwie drogi zespołu rozeszły się i każdy poszedł w swoją stronę. Nie oznaczało to jednakże porzucenia muzycznej ścieżki.

Tak po prawdzie początki grupy pod nazwą Coheed and Cambria to 2000 rok i powrót Travisa do zespołu prowadzonego przez Claudio (Shabutie). Pomysł na zespół C&C narodził się w głowie Sancheza już w 1998. Był to poboczny projekt związany z powieścią S-F, opowiadaną w kolejnych albumach. Wszystkie kolejne płyty zespołu wiążą się z tą główną ideą ochrzczoną nazwą – Amory Wars.

Zespół określa swój styl jako rock, nasycony wieloma różnymi elementami, przez co faktycznie trudno ich sklasyfikować. Dodatkową cechą rozpoznawczą jest nietuzinkowy wokal Sancheza. Nie powiem, słucha się tego bardzo przyjemnie, teksty są długie i bogate w słowa, muza grana jest z pomysłem i podana jest w bardzo smakowitej formie.

Ale pojawia się pytanie, skoro grupa od 10 lat nie postawiła stopy w Europie, to co ich do tego w końcu skłoniło ? Nic prostszego – nowa płyta: „Year of the Black Rainbow”, wyczerpująca historię Amory Wars. Więc, skoro to ich pierwsza inwazja na Stary Kontynent, należy ich godnie przyjąć i pokazać jak bawi się polski koncertowy freak :)

Podsumowując: Warszawa – Stodoła – 05.07.2010 !!

Świetny moment do złapania oddechu od siarki i stęchlizny ciężkich brzmień tego roku; oraz rozpędówka przed ogniem piekielnym Mastersów, Wacken i Brutala…… no może z wyjątkiem niektórych czeskich kapel – nie ma na nich siły.

Widzimy się na koncercie !

Tekst zapodał Wam tym razem Zbych ale do zaproszenia na koncert jak najbardziej się przyłączam.

  2 Responses to “Rok Czarnej Tęczy”

  1. Wszystko pieknie, tylko ze c&c w Europie bywali juz w 2002 roku… Przy kazdej plycie mieli trase w Europie, ino u nas nie grali. Mogliu by znowu wpasc, z aftermanem.

  2. Mogliby :) To prawda. 2002 rok…hmmm dobrze wiedzieć. Na to nigdy nie jest za późno :) Pozdrówka m/

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)