Sty 082011
 

Wreszcie. Udało się. W końcu. Blind Guardian do posłuchania. Legenda niemieckiego metalu wreszcie na pełnoprawnym koncercie w Polsce. (Marcin: Już myślałem, że nie doczekam się tej chwili, a tu niespodzianka). (Zbych: Blindów kojarzę głównie jako gości od śpiewanego Władcy Pierścieni, z racji wielu piosenek osadzonych w świecie Tolkiena. Swojego czasu miałem nawet w posiadaniu całą ich dyskografie ale jakoś nigdy nie miałem czasu solidnie ją obsłuchać. Po tym co zobaczyłem, czas nadrobić braki !) Zaskoczył nas Blind, oj zaskoczył, ale jedziemy po kolei. Na początek oczywiście piwko przy barze naszym zwyczajowym kąciku przy stoliku.

W Stodole rwetes jak nigdy. Fani Blinda zjechali się z całej Polski, bo to był jeden z dwóch koncertów w Polsce, a że wcześniej nie byli u nas (poza Płockiem rok temu) to okazja na ich zobaczenie była przednia. Chłopaki są starsi niż węgiel, ale dobrze sobie radzą i dobrze się trzymają. (Marcin: Przez to ich nie poznałem. Cholera, nie rozpoznałem ich! Ja pierdolę!) Najpierw skrócili support do jednego zespołu a potem pojawili się Oni i  (Marcin: dopiero jak zaczęli grać to słyszałem Blinda, ale nie skojarzyłem wyglądu). Hansi nie wyglądał jak Hansi – normalnie mega fuck up. Oglądaliście może oficjalną wersję „Bard song” robioną dla MTV Unplugged? Pamiętacie tego grubaska który tam śpiewa? No właśnie…a teraz jest inaczej.

O supporcie nie będziemy się rozwodzić, bo przepiliśmy piwo na ich występie i widzieliśmy tylko kawałek występu. „Steelwing” to power metal pełną gębą i to śpiewany piskliwym głosem przez młodziaków, którzy nie mają więcej niż dwadzieścia parę latek. Wyszło im wszystko bardzo, bardzo dobrze i dawali radę. Oczywiście klaty, obowiązkowe skóry, kamizeleczki, pieszczoty, czarne legginsy, czerwone getry wokalisty i inne gadżety power metalowe – wszystko było jak trzeba. Konusowaty śpiewak nawet dał się wciągnąć w rozmowę po koncercie, gdzie udało się ustalić, że będą grać przed Sabatonem w Krakowie. Oczywiście byliśmy tam! A co! (Zbych: po podejściu do „wystraszonego” wokalisty okazało się że gość ma metr pięćdziesiąt w kapeluszu i na koturnie) Wróćmy jednak do głównego dania wieczora.

Sami Blindzi mają tyle dobrych kawałków, że obdzieliliby kilka kapel i koncertów. Tutaj musieli skupić się na jednym i to w dodatku w ramach trasy promującej nowy album więc trochę nowych kawałków wyparło starocie. Na szczęście nie zabrakło najważniejszych. I chwała za to Blindowi. (Marcin: Nie łudziłem się, że zagrane zostanie „Mr. Sandman” czy „Surfin USA”, ale byłbym naprawdę pozytywnie zaskoczony, gdyby to zostało zagrane). Zamiast tego leciał „Sacred Worlds”, „Born in a Mourning Hall” oraz rewelacyjny „Nightfall” (Marcin: aż się schrypiałem). Chwila przerwy i pojechał „Time Stand Still” (mega wykurw!), „Majesty” (dopominane się chyba najczęściej – Hansi wreszcie skapitulował – za sprawą Andre), (Zbych: Majesty pokazało jak dużą radochę  miała kapela grając dla tak oddanej publiki, jazgot był niesamowity, wszyscy wrzeszczeli MA – DŻE – STY – MA – DŻE – STY, zakłopotany wokalista nie wiedział co począć, gdy gitarzysta podszedł i zaszeptał mu coś na ucho, padło stwierdzenie „ Nie wiem jak to możliwe, ale on się do mnie odezwał pierwszy raz na trasie ! Gramy Majesty – wrzask, ogień, kocioł i gitarowa jazdaaaaa) „Tanelorn” oraz przed przerwą „Imaginations from the Other Side”. Było widać, że przyjęcie Blindów jest żywiołowe i niesamowite. Wszyscy śpiewają, jakby znali wszystkie kawałki na pamięć. Pogowanie, rzucanie grzywami i okrzyki, kwiaty – nie tego się spodziewali Niemaszki. Do tego nieopatrznie basista miał urodziny więc obowiązkowe „100 lat” poszło – na całe gardło! Hansi był oszołomiony! I dobrze – niech wie, że w Polsce są lubiani i to, że nie przyjeżdżając częściej, popełniali poważny błąd. Tutaj trzeba podkreślić, że Hansi ma rewelacyjny kontakt z publiką. Żartuje, śmieje się i opowiada różne, fajne rzeczy. Sam nawet zastanawiał się co wstąpiło w Andre (gitarka), bo on nigdy nie jest taki podekscytowany na koncertach.

Po przerwie wjechały klasyki, które ostatecznie wymiotły wszystko i wszystkich. Dosłownie ! „Wheel of time”, „Bards song”, „Valhalla” oraz „Mirror, mirror”. Śpiewanie pełną gębą – szczególnie na sztandarowym kawałku o bardzie. Hansi tylko sporadycznie się włączał, a publika grzmiała. Wyszło epicko, zacnie i wykurwiście. Takiego Blinda chcą wszyscy, na „Valhalli” było podobnie – ten sam klimat i ten sam ogień w głosach.

Fajnie z piosenkami współgrało pokazywanie różnych wizualizacji na ekranie za perkusją. Były krasnoludy, były ognie, groźny brodaty wojownik, esy floresy, pajęczyca biegająca po sieci i granie na flecie. Sympatyczne uzupełnienie tego, co płynęło z mikrofonu i od publiki. Piosenka barda to jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów w metalu i ma to swoje potwierdzenie. Na tegorocznym Wacken, gdy przemieszczaliśmy się spod jednej sceny pod drugą z głośników nad sceną jako przerywnik popłynęły dźwięki Barda. Wszyscy zaczęli śpiewać. Ludziska siedzieli, stali, śmiali się i pili piwo, ale jak był Bards Song to śpiewali. I to jest potężne w tej prostej piosence. Wspomnieć jeszcze trzeba, że blisko z Blind Guardianem współpracuje inna grupa – Van Canto. Granie w ich wykonaniu jest nadużyciem bo mają tylko perkusję a resztę instrumentów odtwarzają „ustnie” (Zbych: gębofonicznie). Nagrywają w studio Blindów, korzystają z ich sprzętu i oczywiście zrobili cover Barda. (Marcin: Polecam, bo naprawdę warto).

Szkoda, że koncert był tak krótki. Jest jednak nadzieja, bo Hansi zrozumiał, że nie bycie tak długo u swoich sąsiadów, Polaków, jest niewybaczalne. Dlatego obiecał wrócić i zagrać raz jeszcze. Zobaczymy, co z tych obietnic wyjdzie. Liczymy na niemiecką rzetelność i dotrzymywanie słowa. Hail!

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)