Lip 232013
 

by Zbych

Minęło kilka kolejnych tygodni gdy w sieci niespodziewanie namierzyłem informację o wydaniu książki ze świata Żywych Trupów. Los również chciał, że dany egzemplarz pożyczyłem w tym czasie od mojego ucznia (jestem lektorem językowym po godzinach). W międzyczasie kupiłem również pierwszy tom polskiego II wydania Żywych Trupów w sklepie z komiksami. Odpadłem. Komiks wyzwolił we mnie niezdrową żądzę następnych numerów. Dwa dni później dokupiłem dodatkowe dwa numery (tom 2 i 3). Historia widziana w serialu szybko zaczęła się układać w logiczną całość. Wciąga czytelnika do tego stopnia, że kończąc tom automatycznie szuka się rozbieganym wzrokiem następnego. Obecnie mam już na stanie pięć numerów i szukam tylko pretekstu aby pojawić się w okolicy sklepu komiksowego bo kolejne dwa numery. A jest ich obecnie na rynku przeszło 17 !!! To trochę bolesna informacja dla mojego portfela ale rozbijając zakupy na 2 tomy miesięcznie, powinienem dać radę.

Co do samego komiksu, kreska zmienia się już po pierwszym numerze. Pierwszy tom ilustrowany jest bowiem przez Tony’ego Moore’a. Od drugiego tomu, pałeczkę rysownika przejął Charlie Adlard. Jego styl jest bardziej mroczny, a rysunki często pokazują mocne sceny grozy. Zdecydowanie nie jest to opowieść dla dzieci. Historia jest krwawa, porusza wątki damsko-męskie i pokazuje jak szybko z cywilizowanego człowieka potrafi wyjść siedząca w nim bestia. Bohaterowie walczą o przetrwanie w przeróżny sposób, lecz nie ma tu miejsca na epickość i heroizm. Cel uświęca środki. Każdy ma swoje problemy i rozterki. Apokalipsa naznaczyła każdego piętnem straty najbliższych. Zaszczucie, ciągła walka o przetrwanie, poszukiwanie bezpiecznego schronienia, głód. Świat zamienił się w piekło w ciągu kilku dni. Kirkman kładzie główny nacisk na rozwój relacji w grupie. Niejednokrotnie zapoznajemy się z postacią nie wiedząc, że kilka – kilkanaście stron dalej widzimy jak ona ginie w tragicznych okolicznościach. Ta nieprzewidywalność i poczucie śmiertelności bohaterów jest głównym motorem napędowym opowieści. Nikt nie jest bezpieczny i nietykalny. Każde starcie z zombiakami to potencjalna śmierć któregoś z bohaterów opowieści. Każde spotkanie z innymi ludźmi to niekoniecznie powód do świętowania, lecz powód do obawy i nieufności. Pomimo że sam komiks jest czarno-biały, postacie i wydarzenia można by zilustrować różnymi odcieniami szarości. Fatalizm końca świata jest wg. mnie ukazany prawie że na równi z „Drogą” McCarthiego. W serię wciągnęły się zarówno moja żona jak i moja teściowa, więc coś musi być na rzeczy.

 Jak już wspomniałem, w międzyczasie zabrałem się za książkę ze świata Walking Dead pod tytułem „Córka Gubernatora” autorstwa Jay Bonansinga i Roberta Kirkmana.  Już na wstępie zdziwił mnie nietypowy sposób prowadzenia narracji. Wydarzenia opisywane są bowiem w czasie rzeczywistym. Początkowo było to dość dziwne wrażenie, które z każdą przeczytaną stroną zmieniło się jednak w zaletę opowiadanej historii. Zabieg ten trzyma czytelnika blisko akcji i postaci. Opowiadana historia nie owija w bawełnę. Trupy i ludzie giną w makabryczny sposób a opisy ociekają krwią i flakami. Książka podzielona jest na trzy części będące swojego rodzaju etapami w podróży grupki bohaterów przez zdewastowane Stany Zjednoczone. Dramatyzmu dodaje dość duża różnorodność charakterów oraz wrzucenie w ten kocioł kilkuletniej dziewczynki. Makabra i otaczająca zagłada ostro ryją psychikę nawet największych twardzieli. Widok hord wygłodniałych nieumarłych i bezsens sytuacji doprowadza do wielu nieoczekiwanych sytuacji, dialogów czy bezpardonowej walki o przetrwanie. Bardzo podoba mi się tu obserwacja faktu, że nawet w najgorszej sytuacji człowiek jest w stanie jakoś się przystosować i próbować żyć w miarę normalnie. Bardzo mnie to kręci w post-apokaliptycznych klimatach i w tym przypadku również się nie zawiodłem.

Innym ciekawym faktem, który rzucił mi się w oczy poznając świat Żywych Trupów z kilku perspektyw jest ich wzajemne przenikanie się. Dla przykładu zarówno w grze, komiksie jak i książce, pojawia się informacja o Atlancie, jakoby miejscu gdzie ludność ma się kierować w celu schronienia się przed zarazą. W grze pojawia się farma Hershela na którą również trafia komiksowy Rick ze swoją ekipą. W książce grupka ocalałych mieszka przez kilka dni na zainfekowanym osiedlu luksusowych domów gdzie również trafia po drodze Rick. Te wzajemne oddziaływanie na siebie jest bardzo sycące i fajnie stymuluje czytelnika do wczuwania się w historie bohaterów. Muszę również wspomnieć, że tytuł książki odwołuje się do bardzo ważnej postaci dobrze znanej z komiksu. Jest tu bowiem opisana geneza samego Gubernatora. Nie mogę jednak napisać nic więcej bo nie chcę spojlerować.

Na rynku ukazała się w międzyczasie druga pozycja pod tytułem Droga do Woodbury. Z recenzji wynika jednak że historia tam przedstawiona wymaga ode mnie doczytania wątku fabularnego w komiksie. Więc póki co wylądowała na półce i czeka na lepsze czasy.

Podsumowując zombiakową wyliczankę należy jeszcze wspomnieć o bardzo ciekawym i nowatorskim podejściu polskiego studia Sound Tropez. Mianowicie postanowili przełożyć dwa pierwsze tomy komiksu na audiobooka w postaci słuchowiska. Ponad trzygodzinna audycja wykonana jest wg mnie bardzo profesjonalnie. Słychać strzały, pękające czerepy, odgłosy świata, jęki umęczonych zombie.

Do tego całość utrzymana jest w klimacie amerykańskiego country, ale nie tego sztampowego, tylko klasycznej brzdąkającej gitarki i okazjonalnych piosenek śpiewanych. Aktorzy zrobili również kawał dobrej roboty wczuwając się jak należy a narracja w wykonaniu Krzysztofa Banaszyka klarownie i jasno opisuje przedstawione pierwotnie na kadrach komiksu wydarzenia. Audiokomiks można kupić za niecałe 30 PLN więc tym bardziej warto wesprzeć tą inicjatywę. Z tego co gdzieś czytałem, podobnym podejściem do tematu zainteresowali się Francuzi i chcą u nas nagrywać swoją wersję.

Podsumowując, każdy szanujący się zjadacz mózgów powinien zainteresować się przedstawioną przeze mnie serią. Różne możliwości wejścia w serię, czy to poprzez grę, komiks, książkę, serial, audiobook czyni świat Walking Dead bardzo atrakcyjnym miejsce dla każdego szanującego się zjadacza ludzkich organów. Do kin wszedł właśnie zombiakowy film World War Z. Kupiłem już książkę i niebawem wybieram się na seans. Postaram się wkrótce o relacje i może uda się też wyciągnąć jakieś porównania do Kirkmanowych trupów?

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)