Wrz 252014
 

Ar! Ar!

Nie będzie dziś dużo pisania bo i nie ma za bardzo nad czym. Piraci przypłynęli, wypili nasze piwo, zatopili przy okazji kilku Norwegów a niedo(p)bitki przeciągnęli pod kilem i tyle. Dzielnie wtórowali im chłopaki z Brainstrom, którzy pokazali całą moc jaką mieli. Na festiwalach pokazują się z dobrej strony, ale to mała scena i klub jest ich mocną stroną. Na żadnym MORze nie prezentowali się tak dobrze jak wczoraj w Proximie. I chwała im za to. Super kontakt z publiką, nakręcanie młynów i chwytliwe kawałki. Czego chcieć więcej.

Kilka zapamiętanych żartów wokalisty Brainstorm:

– oczywiście szczere powiedzenie o kawałku, który ma być zaśpiewany by potem wszyscy chórem powiedzieli, że to jego chcą usłyszeć. Oczywiście byli szczerze zdziwieni i zadowoleni :)

– zejście do publiki i odśpiewanie jednego kawałka z tłumem ludzi – naprawdę jest moc

– „I am your father!!!!!!!”

– udawanie dziewczęcego głosu udającego ekscytację

Naprawdę było to urzekające.

Co do Alestormu to całość jak zawsze zabawna, skoczna i dynamiczna. Liczne ściany śmierci tylko potęgowały zamieszanie pod sceną, gdzie ciągle się coś kotłowało. Na końcu część zespołu z wokalistą na czele skoczyła na ręce i była unoszona kilka minut jak na falach oceanu. Nie tylko publika się bawiła ale i sam zespół. Żarciki z najniższego Daniego to już kanon żartów ale zawsze śmieszy. Miny jakie strzela Chris podczas śpiewania i grania na swoich odpustowych organkach są nie do powtórzenia czy opisania – to trzeba zobaczyć.

So come take a drink and drown your sorrows
And all of our fears will be gone till tomorrow
We’ll have no regrets and live for the day
In Nancy’s Harbour Cafe

Cze 042012
 

Zaczęło się na dworcu centralnym w Warszawie. Tanie Linie Kolejowe dowiozły mnie wprost do Katowic, gdzie miałem miejscówkę na czas festiwalu. Do Jaworzna było jakieś pół godzinki kolejką więc można było sobie pozwolić na taki luksus. Tego dnia wiało i padało. Pogoda nie zamierzała mieć litości dla metalowców i hartowała ich w najtwardszy z możliwych sposobów. Deszcz przychodził i odchodził co zapowiadało ciężki wieczór na festiwalu.

Dworzec kolejowy w Jaworznie nie wyróżniał się niczym szczególnym od szeregu innych dworców w małych miejscowościach. Nigdzie nie było tabliczki z kierunkiem na Metalfest. Uczynny taksiarz wskazał drogę i była ona faktycznie tak długa, jak zaznaczyli to organizatorzy – ponad 2 kilosy szosą przez las wzdłuż torów kolejowych. Szkoda tylko, że na stacji nie zamieszczono nic, chociażby kierunku. Widocznie zakładano, że każdy ma GPS i na namiary ze strony internetowej trafi. Metalowiec poradzi sobie w każdej sytuacji.

Continue reading »

Paź 052011
 

Masters of Rock 2011 rozpoczął się w tym roku mniej widowiskowo niż poprzednio. Nie przedziurawiła się żadna opona, nie było potwornych temperatur i nie spieszyliśmy się z czasem by dostać się na czas do nieznanego Zlina. Wszystko odbyło się bardzo sprawnie i bez problemów. Pojechaliśmy trasą inną niż zwykle – ani nie na Kraków, ani nie na Katowice. Urokliwa trasa przez Włoszczową dawała sporo nowych wrażeń estetycznych dotyczących piękna polskich off-roadów. Pogoda dopisywała, bo nie było za gorąco a słoneczko nie prażyło bez opamiętania. Jednak powiedzieć, że nie świeciło, to nadużycie. Czerwona od ciągłego nasłonecznienia zbysiowa ręka była dowodem w tej sprawie, ale to była drobnostka.

Przemknęliśmy przez Polskę jak Niemcy w trzydziestym dziewiątym i stanęliśmy w Cieszynie na tankowanie i standardowy zakup winietki. Ostatnie spojrzenie w tył na Polskę i już za parę minut Wilk gniótł kołami czeską autostradę. O dziwo było na niej więcej samochodów niż zwykle. Czyżby Czesi wreszcie zaczęli wykorzystywać to, co mają? Liczba aut nie sprawiła jednak by jechało się gorzej lub z korkami. Sprawnie minęliśmy Frydek Mistek, potem Nowy Icin aby skierować się na południe i dobić w okolice Vizovic od drugiej strony niż rok temu. Pierwsze czarnuchy już było widać, a w samej mieścinie wylęgły grupkami i pojedynczo na ulice i parki. Namioty były już rozstawiane, pierwszym nieprzytomnym już wystawały nogi z żywopłotów i krzaków, a okrzyki radości i radosne growlowe bekania unosiły się nad parasolkami „Gambrinusa”. Jeszcze tylko kilka kilometrów i zaparkowaliśmy ostatecznie pod miejscem przeznaczenia, czyli Hotelem Sole. Zajęło nam to całe 8 godzin licząc od ruszenia spod Torwaru, co jest całkiem przyzwoitym wynikiem biorąc pod uwagę postój na parówy, zimną pizzę, tankowanie i kawkę energetyczną.

Continue reading »

Lip 122011
 

W tym roku Mastersi prezentują się całkiem okazale i nawet składem przebijają ubiegłoroczną edycję. To już za kilka dni więc jeśli jeszcze ktoś chce się załapać to ma ostatnie minuty na podjęcie decyzji i spakowanie gratów.

Dla tych, którzy jednak nie będą w Czechach przygotowaliśmy krótki spis tego, co będzie można posłuchać i pooglądać w Vizovicach. Autorem opisów jest Zbych – w tym roku jego kolejka była :) Cieszcie oko i żałujcie, że was tam nie będzie.

Czwartek, 14 lipca

Fleret (CZ) – Czeski folk-rock

Dark Gamballe (CZ) – Czech Industrial Metal :)

Alestorm (UK) – Chłopaki z Perth w Szkocji. Muza inspirowana pirackim brzmieniem określanym mianem „Pirate Metal”. Wesołe brzmienie, skoczne rytmy o pirackich kapitanach, bitwach morskich, skarbach i potworach z głębin. Skocznie, energetycznie i z JARRRRRRR.

Virgin Steele (USA) – Amerykański zespół grający heavy/power metal, z elementami symfonicznymi i progresywnymi. Założony w 1981 przez Jacka Starra. Od tego czasu wydali 12 albumów. Klasyczne brzmienie. Na ich koncie jest również działalność Metal Operowa. Mocne staroszkolne granie.

Bonfire (GER) – Heavy Metal z Niemiec. Założony w 1972 roku. Grupa z dużym dorobkiem muzycznym.

Amorphis (FIN) – Powstali w 1990. Początkowy death doom został zamieniony na melodic death metal po zmianie wokalisty w 2005. Nazwa pochodzi od słowa Amorphous – bezpostaciowy. W tekstach nawiązują do takich zagadnień jak śmierć, wojna, lokalne legendy oraz fińskiego poematu epickiego Kalevala. Spory dorobek albumowy. Dobra muza. Continue reading »

Sty 122011
 

Początek listopada to dla nas nie czas na dołowanie się szarą, brudną jesienną rzeczywistością. To po prostu kolejny miesiąc koncertów, grania i przygód !! Ten listopad z kolei dał nam możliwość odbycia prawdopodobnie ostatniej już w tym roku koncertowej wyprawy poza Warszawę. Prowodyrem tej akcji jest niejaki – Sabaton. Tak, tak ci sami Szwedzi na których bawiliśmy się 6.06.2010 w Progresji. Ponieważ druga część trasy koncertowej Szwedów omija Wawę, a należą oni do naszych Top Ulubionych zespołów koncertowych, spakowaliśmy manatki, zatankowaliśmy Wilka i w niedzielny poranek 7.11 ruszyliśmy trasą na Kraków.
Continue reading »