Cze 102011
 

Piątek

Słoneczko za oknem. Śniadanko na stole i zapowiedź miłych koncertów w dniu dzisiejszym. Czyż może być coś piękniejszego na takim wyjeździe? Szykowaliśmy się dziś głównie na Slayera, który podczas czerwcowego Sonisphere pokazał, że może i potrafi przypieprzyć z grubej rury. Do tego smakowicie zapowiadał się koncercik Arch Enemy, który w kwietniu wypadł nam z uwagi (poza tym przeniesiono go na jesień) na żałobę narodową. Poza tym była oczywiście masa innych zespołów, które chcieliśmy zobaczyć, ale już wiedzieliśmy, że będzie to niemożliwe. Dlatego szykowaliśmy się przynajmniej na nasze pewniaki plus ewentualnie coś ekstra.

Po śniadanku poszliśmy w trójkę na obchód naszej wsi. Tą drogę, którą wczoraj pokonaliśmy wieczorkiem, przebyliśmy za dnia. Nic nie straciła na uroku a przy okazji pobiegaliśmy sobie do kamery, udawaliśmy inwazję zombiaków i szukaliśmy dzików po krzakach. Pachniało żywicą, kwiatkami i lasem. Owady brzęczały i nawet komary się pojawiły. Czym prędzej wyszliśmy z lasu by nie złapać kolejnych kleszczy. Taka przechadzka po lesie dobrze robi dla duszy i ciała. Urokliwa niemiecka wieś nadal wyglądała zabójczo. Ciekawe czy kiedyś w Polsce doczekamy się takich czasów, gdy zapomniane na mapie wsie będą chociaż w połowie tak ładne jak Gudendorf. Nawet zwalony dach dzwonnicy czy innego kościółka zalegał pięknie w polu ogrodzony zarośniętym bluszczem drucianym płotkiem. Po spacerku chwila na relaks czyli Inwejżion w sali Myśliwskiej i dymek. Wilk wygrzał się już na słonku i czas było przewietrzyć jego futerko jazdą na kolejny dzień do Wacken.
Continue reading »