Sie 022011
 

Konkretnie do Łodzi a na pokładzie wziął ze sobą rudego i cały Megadeth. Przy wiosłach z kolei pracowali chłopaki z rodzimego Vadera. Co z tego wyszło? Cóż, poczytajcie…

Wyjazd, jak każdy, zapowiadał się soczyście. Dzięki Bananowi znów udało się na koncercik zebrać specjalnie podstawionym busikiem, wraz z całkiem konkretną paczką ludzi. Nikt pewnie nie żałował urlopu bo było wesoło, zabawnie i często śmiesznie. Pogoda była kiepska na zwiedzanie ale na jazdę całkiem, całkiem. Mżyło, czasami powiało i potrafiło zalecieć za kołnierz zimną strugą. Na postojach też jakoś daliśmy radę. Dziury (nie tylko na drodze) były na prawdę tak zapadłe, że nikt nie rozpoznawał okolicy. Wreszcie po kilku godzinach udało się dojechać na miejsce. Oczywiście w strugach deszczu. Jak na zapowiadany Carnage to nawet szykował się dobry początek.

A w Łodzi kultywowaliśmy tradycję zapoczątkowaną na zeszłorocznym koncercie Rammstein czyli ta sama knajpa, wódeczka i coś konkretnego na ząb. Po raz kolejny wpadliśmy na Piotrkowską, do knajpki na piętro. Po chwili wjechała na stół zimna Finlandia, wysmażony (albo krwisty) stek czy kotler oraz setki mniejszych lub większych rozmów o wszystkim i o niczym. Dzięki temu poznaliśmy sekret Lidii o upadających długopisach na podłogę, wrażenia Zbysia z nowej pracy w zaprzyjaźnionym banku oraz opisy pracy w konkurencji z ust Ani. Dostało się też niemrawemu ale pociesznemu kelnerowi a w miarę ubywającej wódeczki zeszliśmy na bardziej pieprzne tematy. Jednakże każdy czekał już na Selera pomny tego, co zobaczyliśmy na zeszłorocznym Sonisphere (a My ogarnęliśmy z Agniechą i Zbysiem na Wacken). Melanż trwał do 18. Zebraliśmy się, odlaliśmy w pokoiku z lustrem i ruszyliśmy do Atlas Areny. Continue reading »

Mar 292010
 

Rammstein i Combichrist już pojechali. Nam zostały zdjęcia oraz masa pozytywnych wspomnień z wyjazdu. I nimi chcemy się z Wami podzielić. Ten dwugłos prowadzę ja – czyli Yarot – oraz Zbych. Zapraszam!

„Reise, reise”

Wyprawa do Łodzi zaczęła się o 12, gdy tylko autokar ruszył spod Dworca Gdańskiego. Rozsiedliśmy się, pośmialiśmy i ruszyliśmy (Zbych: w autobusowym TV pojawiła się wizja i autokar wypełnił się rykiem niesfornych wokalistów, rytmiczną perką oraz ulewą gitarowych riffów, zestaw piosenek znany z poprzedniej listopadowej wyprawy do Katowic 2009). Podróż minęła na rozmowach, oglądaniu i słuchaniu muzyki w tym koncertu Rammsteina z Nicei (Zbych: koncert odpalono zaraz po 15 minutach na siku gdzie w ruch poszła słuszna inicjatywa soku malinowego, taki mały before). Zrobiło się gorąco (i to podwójnie bo grzanie w autokarze na maksa było podkręcone), niektórzy podśpiewywali, inni odsypiali a jeszcze inni rozmawiali o wszystkim i o niczym. Nie powiem, że trzy godzinki minęły jak z bicza strzelił, bo to jednak kawałek czasu, ale Łódź pojawiła się za oknami dość szybko (Zbych: Łódź zjawiła się niespodziewanie ponieważ szyby tak zaszły musztardą, że nic nie było przez nie widać). I abyśmy nie zapomnieli o jej wyglądzie to pokręciliśmy się wokół Atlas Arena by poszukać miejsca parkingowego. Łatwo nie było, ale udało się przycupnąć przy jednej z bram. Dla niektórych to już było za dużo i opuścili wcześniej autobus by odlać się w parku – jak człowieka przyprze to wiadomo, że zrobi wszystko. Cały autokar kibicował nieszczęśnikowi, ale wszystko się udało bez mandatu i gorszenia staruszek. Atmosfera oczekiwania na pierwsze dzięki klawiszy R+ rośnie.

Continue reading »