Wrz 062010
 

Długo nie pisaliśmy w tym miejscu bo prawie dwa miesiące. Jednak ten czas nie był zmarnowany na plażę, wylegiwanie się przy grillu czy picie piwa w zielonej altanie. Zgodnie z obietnicami oraz tym, co widzicie jeszcze w stopce koncertów i festiwali, byliśmy tam, gdzie chcieliśmy być. Zatem Masters of Rock, Wacken i Brutal zostały odwiedzone. Była tam z nami nasza kamera, aparat oraz oczy i uszy, które chłonęły wszystko co trzeba. Relacje z tych wydarzeń będą jak najbardziej przedstawione i sami ocenicie czy było warto. Może sami się skusicie na coś takiego w przyszłości. Jak na to teraz patrzę z perspektywy kilku tygodni to naprawdę było warto. Nie chodzi tu nawet o podobanie się ale o zwykłe zobaczenie, poczucie atmosfery i przeżycie tego wszystkiego. Doznania są niezapomniane – to mogę Wam zagwarantować.

Continue reading »

Lip 142010
 

16 czerwca, lotnisko Bemowo, 18:30 GTM

Megadeth na czele z byłym gitarzystą Metallicy – Davem Mustaine. Wywalony z zespołu za chlanie i dragi założył swój i święcił w nim tryumfy choć ciągle żałował, że nie jest w wielkiej Metallice. To owocowało jawną nienawiścią i niechęcią obu formacji. Kłótliwy charakter rudego Mustainea był powszechnie znany i nikt się temu nie dziwił. Później doszło do tego złagodzenie jego wizerunku i niemal chrześcijańskie pojednanie z wszechświatem. Nie chciał grać z zespołami satanistycznymi i na swój sposób wielbił Stwórcę. W międzyczasie wymienił wszystkich ludzi w zespole i teraz tylko on jeden jest ze starego składu z 1983 roku. Jak sobie radził Megadeth na Sonisphere? Dobrze, choć bez polotu. Grał stare kawałki, nawet niezłe Continue reading »

Lip 082010
 


16 czerwca, lotnisko Bemowo, 11.30 GTM

Tłum gęstniał z każdą chwilą. Stałem na skrzyżowaniu ulic i patrzyłem na przechodzących ludzi. Wszyscy odziani obowiązkowo na czarno lub przynajmniej w czarne koszulki. Dominowały nadruki nazw Wielkiej Czwórki czyli Metallicy, Slayera, Megadeathu czy Anthraxa. Przeciwsłoneczne okulary błyskały w słoneczku, włosy rozwiewały się na dość silnym wiaterku a nos drażnił zapach z ustawionych nieopodal TOYTOYów. Przysiadłem na trawie czekając na znajomych. To już dziś miało stać się coś, czego nie udało się zorganizować od ponad 20 lat. Wielka Czwórka miała zagrać razem i to u nas, w Warszawie. Pewnie Amerykanów krew zalewała, ale niech nie narzekają. Mają ich na co dzień więc mogą ich posłuchać do woli. W Polsce, gdzie koncerty powoli stają się rutyną, wielki świat dopiero wkracza i dobrze, że takie koncerty jak Sonisphere trafiają nad Wisłę. Wielki świat też wyczuł wyjątkowość tej chwili i zjeżdżał do Warszawki tłumnie. W autobusie jechałem z Ukraińcami i Włochami. Obok mnie Chilijczycy robili sobie zdjęcia na tle Careefoura. Nieopodal Continue reading »

Cze 122010
 

Progresja po raz pierwszy zorganizowała taki gig – nie dość, że nie w murach samego klubu tylko na pobliskiej łączce to  jeszcze w formule mini open air. Bardzo to wszystko ciekawie wyglądało i czuło się że Prezes (bywalec wielu topowych  festiwali jak chociażby Brutal Assault) bierze wszystko co dobre ze sprawdzonych mechanizmów. Część z żarciem i piciem była  oddzielona od części festiwalowej. Piwo było za kupony, za beczkami stały całkiem sympatyczne dziewczęta, ochroniarze czesali  jak dzicy i to za każdym razem przy przejściu między festiwalem a żarciem. Zorganizowano to wszystko bardzo sprawnie – aż  dziw, że można tak w Polsce. Co prawda nie było to coś wielkiego na parę tysięcy ludzi, ale te dwie setki, które były mogły  poczuć się przez moment jak na markowym festiwalu. (Zbych: wydaje mi się że było więcej osób niż dwie setki. Na moje oko mogło się przewinąć z tysiąc dusz. Mogło się wydawać że mało ludzi ale to bywa trochę złudne. Cieszył mnie bardzo fakt że koncercie nie zabrakło oprócz rasowych Henków, starych „znajomych”, Joszków i Tych Mrocznych, rodzin z dziećmi. Trzeba wychowywać młode pokolenie metalowców, a takie imprezy nadają się do tego wyśmienicie)

Szacun dla Prezesa…

Continue reading »