Brutal Assault 2012 – part 3

 Relacja  Możliwość komentowania Brutal Assault 2012 – part 3 została wyłączona
Wrz 212012
 

Pozostał ostatni dzień batalii na Brutalu. Dziś zagrają ostatnie gwiazdy i już jutro czas zbierać się do domu. Jednak to nadal jeszcze jeden dzień, który przyniósł naprawdę sporo wrażeń. Zaczęło się skromnie bo od mleka, które kupiliśmy a które okazało się kefirem. Mleko, które wcześniej kupiliśmy, zmroziła nasza lodówka na kamień. Jednakże śniadanko przy takich zasobach, jakie mieliśmy było ucztą. Co prawda arbuz zamienił się w lodową bryłę, reszta jedzonka przetrwała lodowy atak lodówki i można było dokończyć paprykowe kiełbaski, parówki z serem czy serek i dżemik. Nawet przemykający Terror coś mało się odzywał i nie był już taki ochoczy do rozmów. Niemiecka para oczywiście wcześnie z rana zwinęła się i umknęła. Wyglądali na niewyspanych ale to niemożliwe, gdyż od 2 w nocy już była cisza i można było przespać całe 7 godzin. Na nas też przyszedł czas bo na dziś zaplanowaliśmy spacer do lasu. A tam…

Continue reading »

Cze 142011
 

Sobota

Ostatni dzień festiwalu. Kurczę, jak to szybko zeszło. Jeszcze niedawno jechaliśmy tutaj, czekaliśmy a dziś już żegnamy się z krowami, trawą i tym smrodem wokół. Nie czas był jednak na rozpamiętywanie smutku tylko cieszenie się z tego, że jeszcze wiele przed nami. Ranek to oczywiście śniadanko u frau Busch. Tego chyba nie zapomnimy bardzo, bardzo długo. Serek, dżemik, buły i twarze niemieckich myśliwych patrzących ze ścian. Do tego herbatka i człowiek nie przypuszczał, że siedzi tysiące kilometrów od znanych ziem i ma się całkiem dobrze. Naprawdę niesamowite uczucie.

Po śniadanku („Viele Danke frau Busch, wunderbar”) trzeba było się troszkę przejść, potem karcioszki, kibelek i sjesta. Dzisiejszy dzień na Wacken miał zacząć się późno, choć znów nagromadziło się tyle zespołów, że część z nich nie dało się zobaczyć. Dlatego żałowałem Delain, bo nie zdążyliśmy oraz planowo opuściliśmy Cannibal Corpse bo wiedzieliśmy, że będą oni grać na Brutalu. Krótka podróż na wakeńskie pola przez Michaelsdorn zakończyła się szybko i bez problemów. Dobra pogoda, śpiewy w samochodzie oraz dumnie łopocząca flaga Wacken nastrajały optymistycznie przed dzisiejszym festiwalowym dniem. Kiedy zajechaliśmy to kończył grać „Overkill”. Już ich widzieliśmy przy okazji Metalhammera więc była mała strata choć gościowe są koncertowo mocarni. I jak tak się popatrzyłem po tym wszystkim, to często ze Zbysiem łapaliśmy się na tym, że już kiedyś kogoś widzieliśmy. W zasadzie naprawdę jest niewiele znanych kapel których byśmy nie widzieli na żywca. Fajnie jest mieć tą świadomość, że w muzyce metalowej udało się tyle usłyszeć i zobaczyć. Jeszcze wiele przed nami, ale klasyka gatunku jest już za nami. Hell yeah!
Continue reading »

Cze 102011
 

Piątek

Słoneczko za oknem. Śniadanko na stole i zapowiedź miłych koncertów w dniu dzisiejszym. Czyż może być coś piękniejszego na takim wyjeździe? Szykowaliśmy się dziś głównie na Slayera, który podczas czerwcowego Sonisphere pokazał, że może i potrafi przypieprzyć z grubej rury. Do tego smakowicie zapowiadał się koncercik Arch Enemy, który w kwietniu wypadł nam z uwagi (poza tym przeniesiono go na jesień) na żałobę narodową. Poza tym była oczywiście masa innych zespołów, które chcieliśmy zobaczyć, ale już wiedzieliśmy, że będzie to niemożliwe. Dlatego szykowaliśmy się przynajmniej na nasze pewniaki plus ewentualnie coś ekstra.

Po śniadanku poszliśmy w trójkę na obchód naszej wsi. Tą drogę, którą wczoraj pokonaliśmy wieczorkiem, przebyliśmy za dnia. Nic nie straciła na uroku a przy okazji pobiegaliśmy sobie do kamery, udawaliśmy inwazję zombiaków i szukaliśmy dzików po krzakach. Pachniało żywicą, kwiatkami i lasem. Owady brzęczały i nawet komary się pojawiły. Czym prędzej wyszliśmy z lasu by nie złapać kolejnych kleszczy. Taka przechadzka po lesie dobrze robi dla duszy i ciała. Urokliwa niemiecka wieś nadal wyglądała zabójczo. Ciekawe czy kiedyś w Polsce doczekamy się takich czasów, gdy zapomniane na mapie wsie będą chociaż w połowie tak ładne jak Gudendorf. Nawet zwalony dach dzwonnicy czy innego kościółka zalegał pięknie w polu ogrodzony zarośniętym bluszczem drucianym płotkiem. Po spacerku chwila na relaks czyli Inwejżion w sali Myśliwskiej i dymek. Wilk wygrzał się już na słonku i czas było przewietrzyć jego futerko jazdą na kolejny dzień do Wacken.
Continue reading »