Brutal Assault 2012 – part 3

 Relacja  Możliwość komentowania Brutal Assault 2012 – part 3 została wyłączona
Wrz 212012
 

Pozostał ostatni dzień batalii na Brutalu. Dziś zagrają ostatnie gwiazdy i już jutro czas zbierać się do domu. Jednak to nadal jeszcze jeden dzień, który przyniósł naprawdę sporo wrażeń. Zaczęło się skromnie bo od mleka, które kupiliśmy a które okazało się kefirem. Mleko, które wcześniej kupiliśmy, zmroziła nasza lodówka na kamień. Jednakże śniadanko przy takich zasobach, jakie mieliśmy było ucztą. Co prawda arbuz zamienił się w lodową bryłę, reszta jedzonka przetrwała lodowy atak lodówki i można było dokończyć paprykowe kiełbaski, parówki z serem czy serek i dżemik. Nawet przemykający Terror coś mało się odzywał i nie był już taki ochoczy do rozmów. Niemiecka para oczywiście wcześnie z rana zwinęła się i umknęła. Wyglądali na niewyspanych ale to niemożliwe, gdyż od 2 w nocy już była cisza i można było przespać całe 7 godzin. Na nas też przyszedł czas bo na dziś zaplanowaliśmy spacer do lasu. A tam…

Continue reading »

Wrz 062012
 

Ranek był zimny i wilgotny. Wizyta w kolonialu zaowocowała bułami, majką (pasztet) i dżemikiem. Akurat na rozruchowe śniadanie, które ma dać siły na początek brutalowego dnia. Potem wizyta w Dvur Kralowe po zapasy na resztę dni i szykowanie się na pierwszy koncert – Arkonę. Zakupiliśmy całą lodówę żarcia łącznie z jedenastokilowym arbuzem. Do tego piwo, kofola i kilka niezbędników życiowych w postaci pomidorów, chleba, parówek i kawy oraz mleka. Obróciliśmy sprawnie i ruszyliśmy na festiwal. Ludzi była już masa – tłok zrobił się już na drodze dochodzącej do scen a pod samymi scenami był już solidny. Arkona tego dnia dała radę i nie zawiodła. Babka w kożuchu i jej „Sława bratia!” zjednało sobie publikę. Skoczne, słowiańskie rytmy zmuszały do podrygiwania a niektórych wręcz kręciły do tańca. Piwo wchodziło jak woda, słoneczko świeciło w oczy a gwar wielonarodowych rozmów atakował z każdej strony. Nie oszukujmy się – polski dominował – choć słowo „kurwa” brzmi tak samo w większości słowiańskich języków. Po Rosjanach zostaliśmy na „General Surgery”. Chłopaki w lekarskich kitlach zachlapanych krwią uderzali w growl a nawet w lekką świńską muzę i zabawili wszystkich zebranych. „Daaaa da da, ta da da daaaaaaaaaaaaaaaaaaa!” świńska muza dla każdego.

Dłuższą chwilę po lekarzach zamieniliśmy na wizytę w Hospudce na obiedzie niedaleko Pensionu. Miejsce znalezione ostatnim razem (2 lata temu) znów ujęło nas smakiem, ceną i jakością wykonania. Znów byli z nami starzy znajomi w postaci forfitera, psa-pedała, węża, dinozaura z długą szyją i jego kompana – dinozaura na czterech łapach i krowią czaszką na ścianie. O żarciu lepiej nie będę się wypowiadać bo ślinka cieknie na samą myśl, a formę trzeba zachować. Ach ten kapuśniak… Nie, nie, nie. Nie będę o tym pisać. Wracajmy na festiwal. Continue reading »

Wrz 042012
 

„Z pekla stesti”

Sierpień to miesiąc, którego początek jest zaznaczony na czerwono w kalendarzu każdego szanującego się czarnucha. To czas, gdzie najbardziej brutalne i najczarniejsze odmiany metalu znajdują swoje ujście w czeskiej mieścinie zwanej Jaromer, niedaleko polskiej granicy (przejście graniczne w Nachodzie). To czas, gdzie norweskie czarne zaśpiewy mieszają się z amerykańskim hardcorem i niemieckim trash i speed metalem a mroczne lica co poniektórych kapel zabarwiają się w wojenne barwy czerni i bieli.

Mowa oczywiście o Brutal Assault, którego u Nas na blogu nie trzeba zbytnio przedstawiać. Tegoroczna edycja zapowiadała same smaczki, które nie mogły zostawić Nas (ze Zbyszkiem) obojętnym. Dlatego też zebraliśmy się, skompletowaliśmy ekipę i ruszyliśmy niestrudzonym Wilkiem na południe. Czekali tam na nas Skandynawowie w mocnym składzie na czele z Immortal, Dimmu Borgir oraz Amon Amarth. Obok nich silna ekipa z Ameryki dumnie prezentowała hardcorową odmianę metalu, którą dostarczać miał Agnostic Front, Sick Of It All, Hatebreed czy chaotyczny Converge. Reszta starego kontynentu nie była wcale gorsza i dumnie wystawiła Continue reading »

Cze 272011
 

Tegoroczny Brutal był naszym drugim wyjazdem na tą imprezę. Jednak zanim o festiwalu to parę słów o miejscu, w którym się odbywa. Jest to o tyle ważne, że tworzy specyficzny klimat i dodaje kolorytu, którego nie ma jakikolwiek inny festiwal tego typu. Miejscem tym jest Jaromer a w zasadzie jego specyficzna cygańska część czyli Josefov. W tym miejscu stoi stara twierdza oraz cały łańcuch austriackich umocnień obronnych w postaci ziemnych bunkrów, sieci podziemnych dróg oraz umocnień z czerwonej cegły. To największy w Europie tego typu obiekt pochodzący sprzed ponad 200 lat i naprawdę robi wrażenie. W poprzednim roku (2009) byliśmy już w samej twierdzy i na niecałym pół kilometrze jej korytarzy i wyszliśmy stamtąd oczarowani (jest nagranie Video). W środku jest ciemno i przyjemnie chłodno a na zewnątrz widać tylko zielone pagórki oraz korytarze łączące pagórki. Właśnie pomiędzy takimi ziemnymi bunkrami, których ściany wyłożono czerwoną cegłą, ustawione są 2 sceny Brutala, a w bocznych przejściach poustawiano pozostałe namioty i budki.

Continue reading »

Cze 232011
 

Wszystko póki co było zgodne z planem. Musieliśmy jeszcze tylko znaleźć miejsce do spania i plan by się wypełnił w 100%. Trochę kluczyliśmy po okolicy bo jak na złość pensionów nie było za wiele. Od miasta do miasta, od wsi do wsi, jeździliśmy wszędzie. Czasami pension nie istniał choć był drogowskaz a czasami był tak daleko, że nie udało się do niego nawet dojechać. Wtedy naszą uwagę zwróciło coś, co się nazywało „U Jezu”. Minęliśmy to miejsce, ale po godzinie okazało się, że jednak może to być nasz cel. Tajemnicza nazwa okazała się tym, czego potrzebowaliśmy. „U Jezu” okazał się ośrodkiem (z wyglądu wczesny PRL), gdzie niczym na koloniach były łóżka, stołówka z głowami jeleni oraz kanałkiem za oknem. Ów kanałek okazał się być jazem budowanym przez Polaków i stąd nazwa tego miejsca – „U Jezu” czyli „Przy Jazie”. A my początkowo spodziewaliśmy się jakiejś plebanii „U Jezusa”. To miejsce zarządzane było przez towarzystwo jak spod budki z piwem, palące przed wejściem do hoteliku. Pokoik też nie był najświeższy, ale dał radę. Przynajmniej by przetrwać do jutra i być już jutro w Pension Doctor. Na kolację ruszyliśmy do miasta, gdzie przy okazji zwiedziliśmy okolicę i poznaliśmy tajemnicę sekretów kuchni czeskiej – stek z kangura. I wreszcie dane nam było spróbować Kofoli. Z kija. Przy okazji mogliśmy podśmiewywać się z kuchni w hotelu, w którym postanowiliśmy coś zjeść. Chociaż pewnie kurierem nie przesyłali dań z innej restauracji lub produktów z Kauflandu, ale śmiechu było sporo. Najważniejsze było to, że zjedliśmy, napiliśmy i mieliśmy gdzie pograć w Inwejżiona. Agniecha zmierzyła się z Silent Hillem na PSP. Kolejny udany dzień i coraz bliżej do Brutala. Dziś przynajmniej już byliśmy we właściwym kraju.
Continue reading »