Lis 182012
 

Katatonia już od paru lat niczego i nikomu nie musi nic udowadniać. Zapisała się w annałach doom metalu, z których już nikt jej nie wykreśli i z każdą wydaną płytą potwierdza swoje poczesne miejsce w tym rodzaju muzyki. Wydana w sierpniu „Dead End Kings” nie jest ani lepsza ani gorsza od poprzedniczek. Katatonia gra swoje i dobrze się z tym czuje. Szczególnie widać to na trasie i koncertach, gdzie nowe kawałki dobrze brzmią ze starymi i nie widać między nimi żadnej różnicy stylów, tekstów czy aranżacji.

To już kolejny koncert Szwedów, na którym byłem. Kolejny, który gości na łamach bloga. W przypadku takiej grupy ciężko napisać coś nowego, bo już wszystko zostało napisane. Trzymają poziom poniżej którego nie schodzą i to się im chwali. Porywają publikę, która szaleje, śpiewa razem z nimi i daje upust swojej energii w skandowaniu „Katatonia!” pod sceną. W listopadowy czas w Progresji nie było inaczej.

Na suporcie były dwa zespoły – Junius i Alcest. Zgraja niezła, bo Junius pochodzi ze Stanów a Alcest z Francji. Sama Katatonia to Szwedzi, więc powstała niezła mieszanka narodowości na jednej trasie. I to było słychać. Amerykanie zagrali jako pierwsi. Choć grali kilka kawałków to zlały się on w jeden długi. Monotonia i stagnacja – cóż, ja na doom metal to nieźle, ale na koncert za mało. Nikt się nie rwał specjalnie do barierek, nikt nie podskakiwał. Najwyraźniej niewiele osób znało ich najnowszą zeszłoroczną produkcję „Reports from the Treshhold of Death”. Ja też nie, ale sroga nazwa budzi szacunek. Swoich oddanych fanów mieli, czyli nie byli tacy osamotnieni na scenie.

Continue reading »

Lis 302010
 

To był wypad specjalny. Raz, że termin świeżo po wielkich wypadach wakacyjnych, dwa – że w większym (premierowym) składzie. Dołączyły do nas Ania i Lidka, świeżo upieczone fanki koncertów, od czasu Metalliki w czerwcu na Bemowie. Okazja do wyjazdu była przednia, bo na jednym festiwalu udało się zebrać Korna, Opeth i do tego jeszcze Katatonię (dodatkowo Riversaid i Pain of Salvation, festiwal progresu pełną gębą) . Minusem było to, że wypadało to w piątek więc trzeba było wziąć wolne w pracy bo Katowice daleko. Ale za to perspektywa wolnej soboty dawała miłe poczucie luzu i wolności. Tak wyglądał wstęp do „Metal Hammer Festiwal 2010”. Skromna formuła ale za to wielkie zespoły. Oto, jak to wszystko przebiegało.
Droga do Katowic to niemal nasza trasa codzienna. Wilk zna ją jak własną leśną ścieżkę i dobrze się na niej czuje. Większość kursów na koncerty, które razem robimy wiedzie właśnie tędy. Pogoda była dobra, choć nie idealna. Dobra, bo nie było gorąco. Nie idealna bo lało (miejscami nawet koszmarnie). Jak odbieraliśmy dziewczyny z Otwocka, to staliśmy w takiej ulewie, że nie było widać ściany przeciwległego budynku. Ważne było jednak to, że udało się ruszyć. Właśnie przez ten deszcz, droga była śliska a zaparowaną szybę co i raz zalewała ściana wody. Dla nas to nie nowość choć i dziewczyny niespecjalnie się tym przejęły. Dziewczyny od razu wystartowały z Łomżą i ciachami. Droga zapowiadała się bardzo wesoło.

Continue reading »

Maj 242010
 

Tego dnia spadł deszcz. Wiosenne krople nie były wcale ciepłe i przyjemne – chłodziły kark i wywoływały nieprzyjemne uczucie na skórze. Niebo zasnuło się chmurami o stalowej barwie. Zwiastowały przedłużający się okres niepogody. Wiedziałem, że ten dzień będzie wyjątkowy – i to nie tylko ze względu na pogodę – ale również z uwagi na koncert Katatonii. Odrętwienie i melancholię odczuwałem przez cały dzień. Ze smutkiem patrzyłem przez szybę zasnutą kroplami deszczu i widziałem w każdej drobince, jak topi się zaduma i zastanowienie. Ksero smętnie brzęczało udając muchę tłukącą się w brudnym kloszu po zepsutej lampce. Radio popsuło się i nadawało audycję z nieustniejącej stacji na którą składały się szumy, zlepy i ciągi. Nie regulowałem tego, bo nie było warto. I tak przecież byłyby same senne kawałki a dziś przecież gra Katatonia. Jeśli miałem wchłonąć solidną dawkę przygnębienia to tylko wykonaną przez najlepszych specjalistów. Dlatego czekałem w spokoju na tą chwilę, gdy ruszę do Stodoły, odmierzając czas schnącym krążkiem herbaty, zostawionym przez przeciekający kubek. Continue reading »

Mar 282010
 

Hail!

Dla wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą – 1 kwietnia w Stodole zagra „Katatonia” w ramach trasy New Night Over Europe razem z „Swallow the Sun” i „Long Distance Calling”. Zapowiada się bardzo ciężki, melodyjny i melancholijny koncercik.

Katatonia to niemal doom metal, to heavy metal i melodyjny dark metal :) Grają kawałki, które często wykraczają poza zwyczajowe ramy rasowego napierdalania i dają to, co można usłyszeć często na płytach „Opethu” czy „My Dying Bride” a nawet wczesnego „Paradise Lost”. Na jednej z płyt nawet swojego głosu użyczał  Mikael z „Opeth”. Posłuchajcie zresztą „Saw you drown” – warto.

Wielce prawdopodobna setlista, jaka pojawi się na koncercie to:

1.Intro
2.Forsaker
3.Consternation
4.Liberation
5.Day and Then the Shade
6.Onward Into Battle
7.Soil’s Song
8.Wealth
9.Teargas
10.Saw You Drown
11.Idle Blood
12.My Twin
13.The Longest Year
14.Criminals
15.July
16.Evidence
17.Tonight’s Music
18.Dispossession
19.Ghost of the Sun

Continue reading »