Sie 152013
 

W tym roku wyjątkowo nie ma Sonisphere ale jest Impact. Nie bardzo się orientuję skąd taka zmiana, ale pewnie skoro nie wiadomo co to chodzi o kasę. W zeszłym roku oba koncerty były i miały się dobrze. W tym roku zabrakło Sonika, ale rozrósł się za to Impact co wskazuje, że ktoś się z kimś dogadał i ustalili, że będzie jedna impreza. Dwa dni podzielone były wyraźnie na dwa obozy – dzień pierwszy to metal czyli to, co by było na Soniku oraz dzień drugi – new rock i nie wiadomo co czyli to, co by było na Impact. Byłem tylko na dniu pierwszym bo był bardziej wartościowy dla mnie. Dla takich tuzów jak Slayer czy Rammstein warto iść zawsze i wszędzie. Dlatego byłem i oto co tam zobaczyłem.

Lotnisko na Bemowie po raz kolejny gościło metalowców i tłumy fanów. W tym roku było kogo witać, bo headlinerem był Rammstein to pozostali nie byli wcale gorsi – Slayer, Behemoth czy Airborne – i dzielnie dawali radę. Pogoda za to fikała kozły i lało niemiłosiernie. Na wejście, tak koło 15, by zdążyć na Ghosta, ruszyliśmy na pola. Spadł wtedy taki deszcz, że peleryny nie dawały rady i lało się dosłownie wszędzie. Ludzie od merchów nie wychodzili spod osłon i trzeba było stać w deszczu zanim ktoś się pofatyguje i poda koszulkę czy coś. Po pół godzinie było po wszystkim, ale to i tak o 29 minut za długo. Zimne piwo nie poprawiało nastrojów, ale gorąca zapiekanka i owszem. Continue reading »

Lis 302010
 

To był wypad specjalny. Raz, że termin świeżo po wielkich wypadach wakacyjnych, dwa – że w większym (premierowym) składzie. Dołączyły do nas Ania i Lidka, świeżo upieczone fanki koncertów, od czasu Metalliki w czerwcu na Bemowie. Okazja do wyjazdu była przednia, bo na jednym festiwalu udało się zebrać Korna, Opeth i do tego jeszcze Katatonię (dodatkowo Riversaid i Pain of Salvation, festiwal progresu pełną gębą) . Minusem było to, że wypadało to w piątek więc trzeba było wziąć wolne w pracy bo Katowice daleko. Ale za to perspektywa wolnej soboty dawała miłe poczucie luzu i wolności. Tak wyglądał wstęp do „Metal Hammer Festiwal 2010”. Skromna formuła ale za to wielkie zespoły. Oto, jak to wszystko przebiegało.
Droga do Katowic to niemal nasza trasa codzienna. Wilk zna ją jak własną leśną ścieżkę i dobrze się na niej czuje. Większość kursów na koncerty, które razem robimy wiedzie właśnie tędy. Pogoda była dobra, choć nie idealna. Dobra, bo nie było gorąco. Nie idealna bo lało (miejscami nawet koszmarnie). Jak odbieraliśmy dziewczyny z Otwocka, to staliśmy w takiej ulewie, że nie było widać ściany przeciwległego budynku. Ważne było jednak to, że udało się ruszyć. Właśnie przez ten deszcz, droga była śliska a zaparowaną szybę co i raz zalewała ściana wody. Dla nas to nie nowość choć i dziewczyny niespecjalnie się tym przejęły. Dziewczyny od razu wystartowały z Łomżą i ciachami. Droga zapowiadała się bardzo wesoło.

Continue reading »