Cze 042012
 

Zaczęło się na dworcu centralnym w Warszawie. Tanie Linie Kolejowe dowiozły mnie wprost do Katowic, gdzie miałem miejscówkę na czas festiwalu. Do Jaworzna było jakieś pół godzinki kolejką więc można było sobie pozwolić na taki luksus. Tego dnia wiało i padało. Pogoda nie zamierzała mieć litości dla metalowców i hartowała ich w najtwardszy z możliwych sposobów. Deszcz przychodził i odchodził co zapowiadało ciężki wieczór na festiwalu.

Dworzec kolejowy w Jaworznie nie wyróżniał się niczym szczególnym od szeregu innych dworców w małych miejscowościach. Nigdzie nie było tabliczki z kierunkiem na Metalfest. Uczynny taksiarz wskazał drogę i była ona faktycznie tak długa, jak zaznaczyli to organizatorzy – ponad 2 kilosy szosą przez las wzdłuż torów kolejowych. Szkoda tylko, że na stacji nie zamieszczono nic, chociażby kierunku. Widocznie zakładano, że każdy ma GPS i na namiary ze strony internetowej trafi. Metalowiec poradzi sobie w każdej sytuacji.

Continue reading »

Sie 022011
 

Konkretnie do Łodzi a na pokładzie wziął ze sobą rudego i cały Megadeth. Przy wiosłach z kolei pracowali chłopaki z rodzimego Vadera. Co z tego wyszło? Cóż, poczytajcie…

Wyjazd, jak każdy, zapowiadał się soczyście. Dzięki Bananowi znów udało się na koncercik zebrać specjalnie podstawionym busikiem, wraz z całkiem konkretną paczką ludzi. Nikt pewnie nie żałował urlopu bo było wesoło, zabawnie i często śmiesznie. Pogoda była kiepska na zwiedzanie ale na jazdę całkiem, całkiem. Mżyło, czasami powiało i potrafiło zalecieć za kołnierz zimną strugą. Na postojach też jakoś daliśmy radę. Dziury (nie tylko na drodze) były na prawdę tak zapadłe, że nikt nie rozpoznawał okolicy. Wreszcie po kilku godzinach udało się dojechać na miejsce. Oczywiście w strugach deszczu. Jak na zapowiadany Carnage to nawet szykował się dobry początek.

A w Łodzi kultywowaliśmy tradycję zapoczątkowaną na zeszłorocznym koncercie Rammstein czyli ta sama knajpa, wódeczka i coś konkretnego na ząb. Po raz kolejny wpadliśmy na Piotrkowską, do knajpki na piętro. Po chwili wjechała na stół zimna Finlandia, wysmażony (albo krwisty) stek czy kotler oraz setki mniejszych lub większych rozmów o wszystkim i o niczym. Dzięki temu poznaliśmy sekret Lidii o upadających długopisach na podłogę, wrażenia Zbysia z nowej pracy w zaprzyjaźnionym banku oraz opisy pracy w konkurencji z ust Ani. Dostało się też niemrawemu ale pociesznemu kelnerowi a w miarę ubywającej wódeczki zeszliśmy na bardziej pieprzne tematy. Jednakże każdy czekał już na Selera pomny tego, co zobaczyliśmy na zeszłorocznym Sonisphere (a My ogarnęliśmy z Agniechą i Zbysiem na Wacken). Melanż trwał do 18. Zebraliśmy się, odlaliśmy w pokoiku z lustrem i ruszyliśmy do Atlas Areny. Continue reading »

Lip 142010
 

16 czerwca, lotnisko Bemowo, 18:30 GTM

Megadeth na czele z byłym gitarzystą Metallicy – Davem Mustaine. Wywalony z zespołu za chlanie i dragi założył swój i święcił w nim tryumfy choć ciągle żałował, że nie jest w wielkiej Metallice. To owocowało jawną nienawiścią i niechęcią obu formacji. Kłótliwy charakter rudego Mustainea był powszechnie znany i nikt się temu nie dziwił. Później doszło do tego złagodzenie jego wizerunku i niemal chrześcijańskie pojednanie z wszechświatem. Nie chciał grać z zespołami satanistycznymi i na swój sposób wielbił Stwórcę. W międzyczasie wymienił wszystkich ludzi w zespole i teraz tylko on jeden jest ze starego składu z 1983 roku. Jak sobie radził Megadeth na Sonisphere? Dobrze, choć bez polotu. Grał stare kawałki, nawet niezłe Continue reading »