Lip 262012
 

Koncert Guns n Roses stał się faktem już parę miesięcy temu. Gruchnęła wiadomość, ruszyła sprzedaż biletów i wszyscy cieszyli się na wizytę Axla i spółki. Z dawnych czasów świetności tylko on się ostał i klawiszowiec, ale marka jest marką i nic tego nie zmieni. Jeśli ktoś nie zna największych ich szlagierów to chyba nie mieszkał na Ziemi przez ostatnie dwadzieścia lat. Sam się ucieszyłem z możliwości ponownego obejrzenia kolejnej legendy rocka. Widziałem już GnR w 2006 roku, kiedy grali na stadionie Legii. Koncert ten bardzo miło wspominam i sądziłem, że teraz będzie nie gorzej. W końcu nie da się zepsuć takich hitów jak „Sweet child of mine” czy „Paradise city”. Faktycznie nie można, ale zagrać kiepski koncert jak najbardziej. Lipcowy koncert w Rybniku to niewypał wielkiego kalibru, choć wszystko na początku wydawało się być w jak najlepszym porządku.

Na Śląsk pojechaliśmy z radosną gromadką bliskich autokarem. Podróż minęła na gadkach, czytaniu, zabaw organizowanych przez animatorkę Kingę i patrzeniu przez okno na mijane roboty drogowe. Było niewygodnie bo moje długie nogi jakoś musiały się pomieścić, a do tego pan kierowca wspomniał, że trzeba zapiąć się w pasy i to jeszcze bardziej ograniczyło manewrowość na siedzisku. Jednak nie było jeszcze aż tak źle i sześciogodzinna podróż zakończyła się na parkingu niedaleko Rybnika. Zaczęło padać i zrobiło się zimniej niż normalnie. Z niepokojem patrzyliśmy na niebo, na którym chmury to zbierały się to znikały odsłaniając słońce. Groźba deszczu wisiała w powietrzu, ale na szczęście poważniejszych opadów nie było.

Continue reading »

Lip 142012
 

Gdy w błogim liceum podłączono mi kablówkę to po raz pierwszy mogłem poznać smak zachodu. W szczególności muzyczny smak bowiem królowała oczywiście MTV. I nie taki chłam jak jest teraz tylko prawdziwa muzyka, relacje z koncertów, Beavies i Butthead, Headbangin balls, MTV News z Paulem Kingiem i klipy zespołów, które znają się na muzyce. Wtedy też, pojawił się „Epic”, który zmiótł mnie z ulicy i rzucił do rynsztoka. Nie dość, że fajny kawałek to jeszcze z obłędnym teledyskiem, który puszczała MTV notorycznie. Wtedy nie było mocnego na Metallicę, Guns n Roses i właśnie na Faith No More. Wtedy też tęsknie patrzyłem na to wszystko i żałowałem, że nie zobaczę już wielkich gwiazd na żywo. Bo jak tylko będzie można to już dawno przestaną być gwiazdami. Los okazał się łaskawy i wszystko co było dobre w latach 80 i 90 nadal jest dobre. Kapele grają, wokale nadal urzekają a gitarki szaleją na scenie. Zobaczenie Pattona z Faithami od zawsze było moim numero uno i wreszcie się udało. Wreszcie. W Poznaniu.

To był bardzo ciepły dzień lipca. Jazda pociągiem nie była specjalnie uciążliwa bo PKP jeszcze była jedną nogą przy Euro i utrzymywała wysokie standardy podróży. Była klima, darmowe ciasteczko i informacja o trasie i opóźnieniach. W samym Poznaniu było już gorąco. Jakoś udało dostać się w okolice Malty i spotkać z resztą towarzystwa w postaci Zbyszka i Ani. Sztuczne jeziorko i kilka budynków wokół tworzyło dość urokliwe miejsce i dawało ciekawą scenerię do koncertu. Inna sprawa, że kawałek był do przejścia by pod scenę się dostać, ale nie padało i spacer był przyjemnością. Jedynym mankamentem było przemykanie pomiędzy rowerzystami, których hordy wyszły by akurat teraz pojeździć i pośmigać wokół jeziorka.

Continue reading »

Cze 122010
 

Progresja po raz pierwszy zorganizowała taki gig – nie dość, że nie w murach samego klubu tylko na pobliskiej łączce to  jeszcze w formule mini open air. Bardzo to wszystko ciekawie wyglądało i czuło się że Prezes (bywalec wielu topowych  festiwali jak chociażby Brutal Assault) bierze wszystko co dobre ze sprawdzonych mechanizmów. Część z żarciem i piciem była  oddzielona od części festiwalowej. Piwo było za kupony, za beczkami stały całkiem sympatyczne dziewczęta, ochroniarze czesali  jak dzicy i to za każdym razem przy przejściu między festiwalem a żarciem. Zorganizowano to wszystko bardzo sprawnie – aż  dziw, że można tak w Polsce. Co prawda nie było to coś wielkiego na parę tysięcy ludzi, ale te dwie setki, które były mogły  poczuć się przez moment jak na markowym festiwalu. (Zbych: wydaje mi się że było więcej osób niż dwie setki. Na moje oko mogło się przewinąć z tysiąc dusz. Mogło się wydawać że mało ludzi ale to bywa trochę złudne. Cieszył mnie bardzo fakt że koncercie nie zabrakło oprócz rasowych Henków, starych „znajomych”, Joszków i Tych Mrocznych, rodzin z dziećmi. Trzeba wychowywać młode pokolenie metalowców, a takie imprezy nadają się do tego wyśmienicie)

Szacun dla Prezesa…

Continue reading »

Cze 012010
 

Pamiętam jak pewnego dnia około dwóch lat temu, przez AntyRadio (głównie podczas audycji prowadzonych przez Makaka) kilkukrotnie przewinął się bardzo melodyjny kawałek z dość nietypowym wokalem. Kawałek wpadł mi w ucho, przez co próbowałem wyłapać jego nazwę z ust prowadzącego. „Coheed and Cambria”, ta (pomyślałem wtedy) ciekawe jak to się w ogóle pisze. W wyniku mego lenistwa, temat się wyciszył i powędrował do tylnych szuflad mojej pamięci.

Dwa lata później – czyli stan obecny 2010 – w łapy trafia mi kwietniowy numer Metalhammera (Nr. 226) gdzie tuż pod sylwetką Slasha zapowiedź wywiadu z Coheed and Cambria. Ponadto, przed oczy wpada mi reklama z informacją, że w Warszawskiej Stodole – 05.07.2010 zespół zamierza rozstawić swój sprzęt podczas ich pierwszej Europejskiej trasy. I to zapewne jest główny podwód, że nic o nich za specjalnie nie wiadomo.

Ok, od razu w łepetynie przypomniałem sobie że już gdzieś słyszałem tą nazwę i po chwili buszowania w sieci z głośników zagrał zasłyszany niegdyś zagadkowy kawałek, a mianowicie: Ten Speed (of god’s blood and burial). Moje śledztwo trwało. Po kilku kolejnych minutach przeglądałem zdjęcia zespołu i przed oczami pojawiły się przeróżne info o zespole.

Korzenie C&C wiążą się ściśle z dwoma kumplami: Travisem Steverem i wokalistą z mega bujną czupryną – Claudio Sanchezem. Początkowy projekt rozkręcany w 1995 roku pod nazwą Toxic Parents bardzo szybko przerodził się w Beautiful Loser. Nieszczęśliwie drogi zespołu rozeszły się i każdy poszedł w swoją stronę. Nie oznaczało to jednakże porzucenia muzycznej ścieżki. Continue reading »

Lut 222010
 

Ave!!

W piątek w Progresji zagra Volbeat. Duńczycy grają coś, co jest niewątpliwie rockiem, ale nie takim łatwym do sklasyfikowania. Miejscami rockabilly i radosne rytmy z lat 60 a zaraz cięższe brzmienia z hardrocka. Choć niektórzy mówią, że to zespół heavymetalowy to dla mnie oni są poza tą kategorią. Wystarczy ich posłuchać i samemu wyrobić zdanie.
Istnieją już prawie od 10 latek i w Danii są tak popularni jak u nas Feel :) Ale w tym pozytywnym znaczeniu. To taka ichnia Coma jeśli niektórzy pozwolą mi na to określenie. Nie natrzaskali Bóg wie ile płytek bo pewnie zbierze się ich z 5 albo 6, ale niektóre kawałki są naprawdę dobre. Posłuchajcie kilku i sami wyrobicie sobie o nich zdanie. Nie będę się więc specjalnie silił by coś tu wam dobrego o nich napisać – wystarczy posłuchać.

Bilety po 65 zeta. Nigdy na nich nie byłem i nie wiem, jak brzmią na żywca. To nie jest metalowy jazgot czy porykiwanie knura, ale i taka muzyka jest dobra i potrzebna. Ci, co byli na Comie, wiedzą o czym piszę :). Continue reading »

Lut 162010
 

Hej!

Z szerokiego grona polskich kapel, zauważyłem że to co lubię i co mi się podoba to ekipy z lat 80 i 90 !! Wszystko to rasowe szlagiery typu Kobranocki, Iry, Piersi, Big Cyce  czy Houki. Nie mam tu na myśli kapel grających Metal, ale Rock. I właśnie dlatego Coma jest dla mnie swojego rodzaju objawieniem polskiej sceny XXI wieku !! Coma wbiła się na moją MP3 zaraz obok całej gamy metalowego towarzystwa z kraju i ze świata.

I właśnie Coma, zawita do Warszawy już w ten czwartek i piątek (18 i 19 lutego). Dla mnie to super okazja, gdyż miałem okazję ich widzieć na żywo ponad rok temu w listopadzie 2008 w warszawskim Palladium zaraz po wydaniu ich nowego dwupłytowego albumu. I nie powiem !! Koncert porwał mnie od pierwszych nutek. Chłopaki dawali czadu aż miło, grając przeszło 2 godzinny koncert z kawałkami z nowego albumu jak i hiciorami z poprzednich dokonań !! Jeżeli chcecie energetycznego zastrzyku pod koniec tygodnia, nic innego jak kupić szybciutko bilet i jazda.

Continue reading »