Maj 142015
 

O szwedzkim Sabatonie pisałem już nie raz – zarówno w kontekście muzycznym jak i okołopolskim. Tym razem nie było inaczej czego chyba najbardziej się obawiałem. Zespół po przebudowie to już nie ten sam skład, który tworzył „Panzerbattalion” czy „Primo Victoria”. Wszystko się zmienia i na Sabaton też przyszła pora. Obecny skład udowadnia, że nie jest gorzej a momentami nawet lepiej.

Do Warszawy Szwedzi przyjechali z dwoma supportami i zagrali na Torwarze. Data mega fatalna z uwagi na to, ze równolegle odbywał się koncert Epicy w Progresji co znacząco wpłynęło na frekwencje obu koncertów. Nie będę się wypowiadać, który byłby lepszy. To są różne style i nie są do porównania choć wielu usilnie próbuje porównywać Sabaton do wszystkiego wykazując jaki to słaby i beznadziejny zespół. Wracając już do samego Sabatonu to Torwar dał dla nich rozmach i sporo miejsca. Dzięki temu mogli ustawić tam swoje najnowsze dziecko czyli czołg z dwoma obrotowymi działami i perkusją ustawioną na jego wieżyczce. Godne przygotowanie pod wojenne metalowanie.

Jeszcze tylko słówko o supportach. Na Frontside nie zdążyłem, ale i nie chciałem się specjalnie spieszyć. Na „Battle Beast” zdążyłem o tyle by usłyszeć jeden kawałek. I tyle wystarczy. Pudel metal pełną gębą, który może gdzieś jeszcze się pojawi w sezonie festiwalowym bo źli nie byli. I wreszcie ostatni, który wystąpił to holenderski „Delain”. Wypadł dobrze i poprawnie, ale bez rewelacji. Charlotte wypadła dobrze, ale nie umywa się to do koncertu sprzed roku czy dwóch w Progresji, gdzie zagrali naprawdę dobrze. Teraz miejscami uderzała sztuczność brzmienia jakby wspomagali się playbackiem. Nie złapałem ich na tym więc nie wiem do końca, ale brzmienie było dziwne. Możliwe też że coś dźwiękowcy spaprali bo wszystkie gitary były walnięte. Jak na jeden kawałek Delain przyszedł zaproszony gitarzysta z „Battle Beast” to było go słychać dopiero w połowie kawałka choć machał wiosłem do samego początku.

Po przedskoczkach przyszedł wreszcie czas na Sabaton i żelazna pozycja otwierająca czyli „GhostDivision”. Bałem się, że Joakim słabnie i nie rozmawia z publiką, ale potem tak się rozkręcił, że jego dokonania na scenie są wyśmienite. Udowadnia tym samym, że nie jest frontmanem  przez przypadek i publika zawsze będzie jego. Nawet jak początkowo wydaje się być obcy. To, co zauważyłem, to poprawiła mu się polszczyzna. Nie dość, że dobrze wymawia szeleszczące wyrazy to jeszcze je rozumie, jak ktoś krzyczy w tłumie. Najwyraźniej kontakty z Polską przyczyniły się do tego czego nie ukrywał parokrotnie wypowiadając się pozytywnie o Polsce i Polakach. Powiedział też jedną ważną rzecz, która bardzo mi pasuje do Sabatonu i do nas, Polaków. Otóż powiedział, że grają dla w wielu krajach i o historii wielu krajów. Wszyscy się cieszą jak to słyszą i są bardzo zadowoleni, jednak Polacy są trochę inni od tych wszystkich. Bo im jeszcze zależy na tym. I to dobre słowa, bo żaden kraj nie przyjmował Sabatonu jako gościa honorowego swojego miasta i nigdzie nie zapraszano go w innym charakterze niż koncertowym. A u nas było inaczej. I to jest mocne. Dlatego nie rozumiem dlaczego taka niechęć do zespołu u wielu metalowców. Bo są znani, bo śpiewają proste, żołnierskie słowa czy dlatego, że są popularni wśród młodych? Lubię ich od roku 2007, gdy usłyszałem ich jako suport dla Theriona i od tego czasu są dla mnie marką nie do podrobienia.

Koncert odbył się według standardów do jakich przyzwyczaili nas Szwedzi – obowiązkowe „Uprising”, „40:1” czy „Primo Victoria” wywoływały szaleństwo wśród publiki. Przerywniki muzyczne pomiędzy kawałkami nie ustępowały w niczym samym utworom, a ich zabawność była kapitalna. Joakim próbujący grać na gitarze, przymierzanie stanika na gitarzyście, picie piwa („jeszcze jedno piwo”) i salut dla nas, Warszawiaków przed „Uprising”. Czołg na scenie prezentował się przednio i choć był bardziej futurystyczny niż historyczny to i tak był równie groźny. Dobrze się tego wszystkiego słuchało, oglądało i syciło oczy. Jeśli jeszcze Sabaton będzie w Warszawie to z całą pewnością pójdę usłyszeć go po raz kolejny. Bo warto.

„Warszawo walcz!”

Sty 122011
 

Początek listopada to dla nas nie czas na dołowanie się szarą, brudną jesienną rzeczywistością. To po prostu kolejny miesiąc koncertów, grania i przygód !! Ten listopad z kolei dał nam możliwość odbycia prawdopodobnie ostatniej już w tym roku koncertowej wyprawy poza Warszawę. Prowodyrem tej akcji jest niejaki – Sabaton. Tak, tak ci sami Szwedzi na których bawiliśmy się 6.06.2010 w Progresji. Ponieważ druga część trasy koncertowej Szwedów omija Wawę, a należą oni do naszych Top Ulubionych zespołów koncertowych, spakowaliśmy manatki, zatankowaliśmy Wilka i w niedzielny poranek 7.11 ruszyliśmy trasą na Kraków.
Continue reading »

Paź 142010
 

„Petrobusze , Petrobusze hej”

Słońce, żar i gorąc. Tak zaczął się dzień, który kontynuował upały z dnia poprzedniego. W pokoju było bardzo gorąco mimo otwartego okna i zaciągniętych żaluzji. Nawet fakt że okna wychodziły na stronę zachodnią nie miał najmniejszego znaczenia. Prysznic pomagał tylko przez parę minut, po których znów człowiek był zlany potem i czekał na kolejny. Jedynym rozwiązaniem byłby chłodniutki basen. Zebraliśmy się szybko by dotrzeć do Vizovic i zobaczyć jak to wszystko wygląda, gdzie można zaparkować i czy można już było odebrać opaski na rękę. Potem mieliśmy ruszyć do Lachovic by poszukać noclegu. Plan był prosty – zaczęliśmy go realizować. Do Vizovic było dość blisko – raptem parę kilometrów. Ciągnących czarnuchów było widać wszędzie. Namioty rozbijane były na poboczach, na łąkach i w ogródkach. Samo miasteczko zostało całkowicie oblężone i zatkane. Przygotowano wszędzie parkingi i miejsca do biwakowania. Pole wymiotowe wyznaczono na okolicznych polach i pastwiskach na wzgórzach. Zjechaliśmy z głównej drogi na parking zgodnie z drogowskazem ale okazało się to w chuj daleko. Jednakże nie byliśmy wtedy tego faktu świadomi i zostawiliśmy wilka gdzieś w szczerym polu, na słońcu i w pyle drogi. Asfalt się kruszył a kolejka samochodów za nami rosła i rosła. Ludzie spali, pili, grali w karty i słuchali muzyki. To wszystko Continue reading »

Cze 122010
 

Progresja po raz pierwszy zorganizowała taki gig – nie dość, że nie w murach samego klubu tylko na pobliskiej łączce to  jeszcze w formule mini open air. Bardzo to wszystko ciekawie wyglądało i czuło się że Prezes (bywalec wielu topowych  festiwali jak chociażby Brutal Assault) bierze wszystko co dobre ze sprawdzonych mechanizmów. Część z żarciem i piciem była  oddzielona od części festiwalowej. Piwo było za kupony, za beczkami stały całkiem sympatyczne dziewczęta, ochroniarze czesali  jak dzicy i to za każdym razem przy przejściu między festiwalem a żarciem. Zorganizowano to wszystko bardzo sprawnie – aż  dziw, że można tak w Polsce. Co prawda nie było to coś wielkiego na parę tysięcy ludzi, ale te dwie setki, które były mogły  poczuć się przez moment jak na markowym festiwalu. (Zbych: wydaje mi się że było więcej osób niż dwie setki. Na moje oko mogło się przewinąć z tysiąc dusz. Mogło się wydawać że mało ludzi ale to bywa trochę złudne. Cieszył mnie bardzo fakt że koncercie nie zabrakło oprócz rasowych Henków, starych „znajomych”, Joszków i Tych Mrocznych, rodzin z dziećmi. Trzeba wychowywać młode pokolenie metalowców, a takie imprezy nadają się do tego wyśmienicie)

Szacun dla Prezesa…

Continue reading »

Maj 082010
 

W czeskim mieście Vizovice (niedaleko Ostrawy) odbędzie się tegoroczne wydanie „Masters of Rock”. To festiwal z tradycjami i co roku zyskuje na popularności. Zapraszane są topowe kapele z Europy i czasami goście spoza naszego kontynentu. 4 dni rockowego wygrzewu czeka na prawdziwych fanów dobrego grania i śpiewania. Nie trzeba się obawiać o swoje uszy – to ciągle stary, dobry rock. Czasami coś mocniej przypieprzy, ale wszystko nie wykracza poza ogólną przyjętą konwencję hardrockowego grania. Srogiej rzeźni nie będzie, chlewni też nie.

W tym roku festiwal trwa od czwartku – 15 lipca – do niedzieli 18 lipca. Cztery dni wypełnione muzą i ostrą jazdą potrafią dokopać każdemu. Lista zespołów, jak zawsze w przypadku takich wielkich festiwali, nie jest jeszcze zamknięta, ale nie powinna się ona drastycznie różnić od tej, która już wisi na stronie festiwalowej. Kogo zatem można się spodziewać? Zacznijmy od tych, których powinno się kojarzyć.

Manowar – power metal czystej wody, czyli śpiewanie o tym jak dobrze jest być herosem i napierdalać smoki; to w dużym skrócie; a w mniejszym „Ulisses” co powinno wystarczyć z nawiązką;

Sabaton – Szwedzi śpiewający żołnierskie piosenki z całego świata; gdyby istniał jeszcze festiwal piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu, to wzięliby wszystkie nagrody; „40:1” – kto nie słyszał to niech jak najszybciej uzupełnia braki;

Behemoth – ………………………… ……………… ………… ………… …………… …… …. …………. ……………….. …………….. ……………; „Lucyfer” moim skromnym zdaniem Continue reading »