Paź 072011
 

Dzień 2 – Czarna Msza.

Piątek rozpoczął się późno. Dopiero koło południa daliśmy radę się ruszyć i być w miarę przytomnymi. Śniadanie, Inwejżion i arbuz z Alberta zrobiły swoje. Na takie upały, które się zrobiły, arbuz to najlepsze co może być. Szczególnie, że kosztował 7 koron za kilogram czyli nieco ponad złotówkę. Na niebie znów miks słońca z chmurami. Prażyło i było duszno co zapowiadało burzę. Co jakiś czas konkretnie przepadywało co widzieliśmy z okna podczas grania w karciochy. Strugi deszczu lały się równo i czyściły powietrze z pyłu i smrodu okolicznych pól. Jednak nie na długo, bo po kilku godzinach znów było duszno i parno.

Tak to wyglądał początek piątku. Przez nasze zbieranie się nie zdążyliśmy na początek koncerciku Varga, ale dane nam było ich zobaczyć w pełnej krasie. Wreszcie. Od tylu festiwali nam umykali aż wreszcie dopadliśmy Wilki. Wymalowani na czerwono-czarno, śpiewający chropawymi głosami, z ultraszybkimi gitarkami pokazali, że warto było na nich czekać. Nakurwiali aż miło pokazując, że dzisiejszy dzień będzie należeć do black i death metalu. Czesi w klapkach umykali spod sceny gdzie co i raz rozkręcał się młyn. Mastersi wchodzili w swoją najlepszą fazę.

Continue reading »