Sty 122011
 

Początek listopada to dla nas nie czas na dołowanie się szarą, brudną jesienną rzeczywistością. To po prostu kolejny miesiąc koncertów, grania i przygód !! Ten listopad z kolei dał nam możliwość odbycia prawdopodobnie ostatniej już w tym roku koncertowej wyprawy poza Warszawę. Prowodyrem tej akcji jest niejaki – Sabaton. Tak, tak ci sami Szwedzi na których bawiliśmy się 6.06.2010 w Progresji. Ponieważ druga część trasy koncertowej Szwedów omija Wawę, a należą oni do naszych Top Ulubionych zespołów koncertowych, spakowaliśmy manatki, zatankowaliśmy Wilka i w niedzielny poranek 7.11 ruszyliśmy trasą na Kraków.
Continue reading »

Sty 082011
 

Wreszcie. Udało się. W końcu. Blind Guardian do posłuchania. Legenda niemieckiego metalu wreszcie na pełnoprawnym koncercie w Polsce. (Marcin: Już myślałem, że nie doczekam się tej chwili, a tu niespodzianka). (Zbych: Blindów kojarzę głównie jako gości od śpiewanego Władcy Pierścieni, z racji wielu piosenek osadzonych w świecie Tolkiena. Swojego czasu miałem nawet w posiadaniu całą ich dyskografie ale jakoś nigdy nie miałem czasu solidnie ją obsłuchać. Po tym co zobaczyłem, czas nadrobić braki !) Zaskoczył nas Blind, oj zaskoczył, ale jedziemy po kolei. Na początek oczywiście piwko przy barze naszym zwyczajowym kąciku przy stoliku.

W Stodole rwetes jak nigdy. Fani Blinda zjechali się z całej Polski, bo to był jeden z dwóch koncertów w Polsce, a że wcześniej nie byli u nas (poza Płockiem rok temu) to okazja na ich zobaczenie była przednia. Chłopaki są starsi niż węgiel, ale dobrze sobie radzą i dobrze się trzymają. (Marcin: Przez to ich nie poznałem. Cholera, nie rozpoznałem ich! Ja pierdolę!) Najpierw skrócili support do jednego zespołu a potem pojawili się Oni i  (Marcin: dopiero jak zaczęli grać to słyszałem Blinda, ale nie skojarzyłem wyglądu). Hansi nie wyglądał jak Hansi – normalnie mega fuck up. Oglądaliście może oficjalną wersję „Bard song” robioną dla MTV Unplugged? Pamiętacie tego grubaska który tam śpiewa? No właśnie…a teraz jest inaczej.
Continue reading »