Maj 062010
 

Umbilical Brothers już sobie pojechali zostawiając w Polsce kilkaset szczęśliwszych ludzi – przynajmniej jeśli chodzi o czas spędzony podczas ich przedstawienia. Trzeba im przyznać, że przez lata występów potrafią złapać kontakt z publicznością. Nie było barier językowych, gdyż słowa padały bardzo oszczędnie, a jeśli już – to w dobie powszechności angielskiego nie było problemu z ich zrozumieniem. Jednak UB nie byliby sobą gdyby nie poszli dalej. Nauczyli się kilku polskich słów i namiętnie je wykorzystywali znajdując ich nowe zastosowania. Wszyscy się świetnie rozumieli i kiedy wyszli po drugim bisie i już nie wrócili, wszyscy się dziwili, że tak szybko to się skończyło.(Zbych: co do polszczyzny to miałem wrażenie że UB się zdziwili, że Polacy nie takie gupie ludzie i języki obce u nas stoją na przyzwoitym poziomie,może nie w rozmowie ale w rozumieniu nie ma zazwyczaj dużego problemu. Stąd te polskie hasła rzucane przez UB podczas występu – żiwy czy spadaj. Początkowo UB myślało że siedzi przed widownią kompletnie nie ogarniętą z angielskim, ale po kilku gagach gdzie coś gadali i ludzie się z tego śmiali widać było że UB są w szoku).

Continue reading »

Mar 292010
 

Rammstein i Combichrist już pojechali. Nam zostały zdjęcia oraz masa pozytywnych wspomnień z wyjazdu. I nimi chcemy się z Wami podzielić. Ten dwugłos prowadzę ja – czyli Yarot – oraz Zbych. Zapraszam!

„Reise, reise”

Wyprawa do Łodzi zaczęła się o 12, gdy tylko autokar ruszył spod Dworca Gdańskiego. Rozsiedliśmy się, pośmialiśmy i ruszyliśmy (Zbych: w autobusowym TV pojawiła się wizja i autokar wypełnił się rykiem niesfornych wokalistów, rytmiczną perką oraz ulewą gitarowych riffów, zestaw piosenek znany z poprzedniej listopadowej wyprawy do Katowic 2009). Podróż minęła na rozmowach, oglądaniu i słuchaniu muzyki w tym koncertu Rammsteina z Nicei (Zbych: koncert odpalono zaraz po 15 minutach na siku gdzie w ruch poszła słuszna inicjatywa soku malinowego, taki mały before). Zrobiło się gorąco (i to podwójnie bo grzanie w autokarze na maksa było podkręcone), niektórzy podśpiewywali, inni odsypiali a jeszcze inni rozmawiali o wszystkim i o niczym. Nie powiem, że trzy godzinki minęły jak z bicza strzelił, bo to jednak kawałek czasu, ale Łódź pojawiła się za oknami dość szybko (Zbych: Łódź zjawiła się niespodziewanie ponieważ szyby tak zaszły musztardą, że nic nie było przez nie widać). I abyśmy nie zapomnieli o jej wyglądzie to pokręciliśmy się wokół Atlas Arena by poszukać miejsca parkingowego. Łatwo nie było, ale udało się przycupnąć przy jednej z bram. Dla niektórych to już było za dużo i opuścili wcześniej autobus by odlać się w parku – jak człowieka przyprze to wiadomo, że zrobi wszystko. Cały autokar kibicował nieszczęśnikowi, ale wszystko się udało bez mandatu i gorszenia staruszek. Atmosfera oczekiwania na pierwsze dzięki klawiszy R+ rośnie.

Continue reading »