Paź 092014
 

Ta jesień zanim się na dobre zaczęła a już kolejny przedni koncert minął. Tym razem niemal z martwych powstał niesamowity „Żywiołak” który na dokładkę wspomagał przed koncertem Holendrów z fenomenalnej „Omni”. To wszystko w naszej warszawskiej Stodole, przy mdłym piwie oraz rzeszach fanów z całej Polski. Koncert był bardzo udany i choć nie byłem do końca przekonany czy będę na nim, to nie żałuję. Żywiołaka widziałem już na żywo parę razy ale Omnię jeszcze nigdy. To ich pierwszy występ na polskiej ziemi więc tym ciekawiej było zobaczyć ich reakcję i posłuchać jak grają.

Zaczęło się wszystko od lekko speszonego Roberta, który zapowiadał kolejne utwory i który rozkręcał się coraz bardziej. Publika nie dała zapomnieć chłopakom i dziewczynom, że Żywiołak to jednak jest wulkan energii i każdy dzielnie przytupywał lub klaskał. Dzięki jakie się wydobywały od nich to poezja. Dodatkowo wzmocniony lirą korbową i skrzypkami dźwięk to niemal miód na uszy. Znów można było usłyszeć słynnych Wandali, których już chyba z 7 lat nie słyszałem. Nowe wokalistki, nowi ludzie, ale Robert ten sam i ta sama pasja grania ludowych kawałków. Pamiętam ich występ gdzieś w domu kultury, gdzie na kółka chawciarskiego dawali koncert. Wszyscy rozsiedli się i słuchali, ale dla młodych takie dźwięki to nie do siedzenia. Dlatego w kilkanaście osób ruszyliśmy pod scenę i waliliśmy rękami w podest by wtórować Żywiołakowi. Było przednio i ten klimat został. Stodoła tupała, deski trzeszczały a stare słowa Roberta o folku stały się aktualne (patrz tytuł wpisu) – teraz już folk jest wyznacznikiem nowej jakości grania, która nie może usypiać.

Potem nadszedł czas na Omnię. Wcześniej znałem ich z kilku piosenek, które klimat folkowy trzymały ale jakoś bardzo mi zalatywały Indianami. Na żywo się okazało, że nie myliłem się. Zespół jest rdzenny i folkowy, ale to nie Celtowie czy Germanie ale Ameryka Północna widzie prym. I choć mają na scenie harfę oraz ogromną trąbę to jednak dźwięki, aranżacje oraz klimat składają się na coś pomiędzy Tańcem Kojota oraz Machu Piccu. Jednak nie stronią od klasycznych metalowych czy rockowych zagrywek a także tematyk. Dobrze się w tym wszystkim czują a na scenie i poza nią kipi energia wzbudzana ich muzyką. Widać było też że dobrze się czują u nas a publika zgotowała im niezłe przyjęcie. Choć słyszałem ich po raz pierwszy to podobali mi się. Mimo że nastawiałem się na celtyckie rytmy to nie zawiodłem się, gdy ich nie usłyszałem. Wszystko inne było bajeczne. Jeśli Omnia pojawi się gdzieś w Polsce lub gdzieś, gdzie będziecie mieli okazję ją posłuchać to polecam. Ma swoich zagorzałych fanów, pląsające dziewczęta oraz wszystko znających chłopaków – od nich można uczyć się uwielbienia dla zespołu.

 

Wrz 092010
 

Słoneczny dzień, niewielki miejski ryneczek zalany słońcem i knajpka na rogu, gdzie można zjeść dobrą jajecznicę. Do lokalu zaczynają schodzić się osoby, dla których czerń to podstawa życia. Czerń smutna, owiana mgiełką tajemnicy i rozdzierającego bólu. Ich twarze zdradzające wieczorne przejścia muzyczno-alkoholowe zaś drżący głos, który szeptem prosi o kawę, świadczy o zdarciu gardła. Ranek w Bolkowie zawsze jest taki sam. A że odbywa się właśnie Castle Party to wszystko jest możliwe.
Tegoroczny CP zacząłem jak zawsze od śniadania w knajpce na rogu i szybkiej oceny tego, co działo się dnia poprzedniego. Z racji odległości od Wawy i terminu rozpoczęcia się festiwalu nie udało mi się nigdy trafić na wszystkie dni. Od czwartku do niedzieli zjeżdża tu co roku cała śmietanka gotyckiego grania wszelkiej maści. Od klasycznego gotyku po dark wave, industrial, rave, goth techno, ambient, metal czy sync pop. Dla każdego coś miłego. I do tego zwykle kilka gwiazd, dla których ściągają tu ludzie z całej Europy a nawet dalej. Poza Lipskiem, gdzie taki festiwal jest naprawdę ogromny, to nie ma niczego innego na terenach na wschód od Łaby. I dobrze, bo Bolków to dobre miejsce geograficznie, klimatycznie i społecznie. Gdyby tak nie było to nikt by tutaj nie przyjeżdżał już od prawie dwudziestu latek. Continue reading »