Cze 272011
 

Tegoroczny Brutal był naszym drugim wyjazdem na tą imprezę. Jednak zanim o festiwalu to parę słów o miejscu, w którym się odbywa. Jest to o tyle ważne, że tworzy specyficzny klimat i dodaje kolorytu, którego nie ma jakikolwiek inny festiwal tego typu. Miejscem tym jest Jaromer a w zasadzie jego specyficzna cygańska część czyli Josefov. W tym miejscu stoi stara twierdza oraz cały łańcuch austriackich umocnień obronnych w postaci ziemnych bunkrów, sieci podziemnych dróg oraz umocnień z czerwonej cegły. To największy w Europie tego typu obiekt pochodzący sprzed ponad 200 lat i naprawdę robi wrażenie. W poprzednim roku (2009) byliśmy już w samej twierdzy i na niecałym pół kilometrze jej korytarzy i wyszliśmy stamtąd oczarowani (jest nagranie Video). W środku jest ciemno i przyjemnie chłodno a na zewnątrz widać tylko zielone pagórki oraz korytarze łączące pagórki. Właśnie pomiędzy takimi ziemnymi bunkrami, których ściany wyłożono czerwoną cegłą, ustawione są 2 sceny Brutala, a w bocznych przejściach poustawiano pozostałe namioty i budki.

Brutal Assault to bezkompromisowa muza, gdzie norweski metal współgra ze szwedzkim black metalem, latynoski brudny metal przechodzi przez portugalską wirtuozerię by wreszcie osiąść na amerykańskim grindcorze wprost ze świńskich gardeł. Tam jest wszystko i nie jest to tylko czcza zachęta ale poparte doświadczeniem przekonanie. Jeśli miałbym polecać komuś prawdziwie metalowy festiwal to BA jest jedynym takim przedstawicielem, gdzie nie ma miękkiej gry (no, może Cynic). Inne festiwale mają szersze spektrum muzyki metalowej i nie skupiają się tylko na jednym stylu. Przez to czasami (jak na Wacken) to tru metalowe granie umyka w natłoku innych wrażeń. Na BA nie przyjedzie Iron Maiden ale czasami są wyjątki (w tym roku będzie Motorhead). Przyjeżdżają inni, ale zawsze jest to lekko niszowe napierdalanie miłe sercom metalowych bogów. Już wspomniałem o międzynarodówce, która tu przyjeżdża i jest to naprawdę imponujące. Cała Europa przyjeżdża by się tu pokazać a do tego ktoś ze Stanów zawita czy nawet Australii albo innej Ameryki Południowej. Przekrój stylów jest też bardzo, bardzo szeroki – od powera po grindcore, mathcore, heavy, black, death, doom czy industrial. BA to soczewka, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie a trzy dni to wystarczający czas by wycisnąć z człowieka wszelkie soki.
Brutal był bardzo gorący tego roku. Żar lał się z nieba choć nie brakowało burzowych chmur. Raz nawet wlało tak konkretnie, że wygoniło to nas z festiwalu choć dzięki pelerynkom z Wacken nie zmokliśmy (poza tym było to już pod koniec festiwalowego dnia). Dla wielu była to pierwsza kąpiel podczas festiwalu i cieszyli się jak dzieci, które wpadną do wanny. Pod tym względem to wielu przechodzi swoje prywatne granice i pokonuje prywatne rekordy ujebania się piwem i błotem. Krzaki niedaleko pól wymiotowych, zbocza dróg czy niewielkie zagajniki to potencjalne miejsca, gdzie można było spotkać papierzaki i nie tylko. Jak ktoś wpadł w to miejsce, to lepiej żeby nie turlał się czy rzucał nadmiernie, bo jeszcze bardziej się uwalał brudem. Ludzie, którzy przychodzili z takich miejsc nie wyglądali najlepiej, ale na ich radosnych twarzach nie było widać ani cienia zmartwienia z tego powodu.
Gorące dni Brutala to nie tylko pogoda ale głównie muza. Z bardziej znanych kapel zagrali „Fear Factory”, „Sepultura”, „Ihsahn”, „My Dying Bride”, „Graveworm”, „Children of Bodom”, „Cannibal Corpse”, „Gorgoroth”, „GWAR”, „Gojira” a także ci mniej znani jak polski „Lost Soul” czy grindcorowy „Cock and Ball Torture”. Nie sposób wymienić wszystkich bo zwykle gra ponad 60 zespołów przez trzy dni – od rana do wieczora. Na występ Cocków zrywaliśmy się rano i z gumowymi świńskimi ryjami jechaliśmy by usłyszeć świniarzy. Z kolei „GWAR” był już tak późno, że nie daliśmy rady wystać i pojechaliśmy już do pensionu. W międzyczasie chodziliśmy wszędzie, zaglądaliśmy do merchów, jedliśmy nudle, kuraki, buły i kiełby. Do tego napój malinowy, czasami piwo (czarny kozieł) albo Red Bull. Stanie i czekanie to podstawa, choć organizację festiwalu należy pochwalić. Byliśmy tam dwa razy i za każdym razem wszystko było super zorganizowane. Każdy dostaje wyprawkę z datami i godzinami, mapką, smyczką i kilkoma gadżetami. Na telebimach pojawiają się bieżące informacje o tym, kto występuje, jakie są zmiany i różne apele czy informacje. Działają dwie sceny i podczas gdy na jednej rozstawia się kapela to na drugiej już jest ogień i publika szaleje. To powoduje, że muzyka leci non-stop i nie ma specjalnie chwili wytchnienia.
Znaliśmy to z wcześniejszego wyjazdu a tegoroczny Wacken jeszcze to potwierdził, że na takich festiwalach nie da się być wszędzie. Człowiek jest tylko człowiekiem i czasami nie ma ochoty, sił czy nastroju by coś zobaczyć. Do tego dochodzi jeszcze samo organizacyjne ustawienie – coś na coś zachodzi, coś jest za wcześnie albo za późno. Można czuć niedosyt po czymś takim, ale to tylko chwilowe uczucie bo przecież zawsze można przyjechać za rok lub dorwać zespół na osobnym koncercie. Zdarzało się tak, że kogoś wyhaczyliśmy z festiwalu i potem szukaliśmy konkretnie tego zespołu na koncercie. Tak było z „Combichristem”, „Turisasem”, „Ulverem” czy ostatnio „Lostbonem”. Straty muzyczne na takim festiwalu są pozorne bo tak naprawdę człowiek się osłucha, pozna coś nowego i potem może szukać konkretnych koncertów. Będzie to co prawda już inny odbiór, ale z muzyki nic się nie straci.
Wilka parkowaliśmy tam, gdzie się dało. Pamiętamy ciągle ten mandat z zeszłego roku i teraz już nie chcieliśmy ryzykować. Miejsca było dość dużo, choć nasz parking już był pozajmowany. Samo miasteczko na ten czas zmienia się w jeden, wielki, festiwalowy kampus. Grille na ulicach, w mięsnym sprzedaż piwa a knajpa „U Satana” przeżywa oblężenie. Wszystkiemu przyglądają się Cyganie, których jest sporo w Josefovie. Mają tutaj nawet swoje kamienice i jak się wjeżdża w ten rejon miasta to od razu widać, że jest się w czymś na kształt getta. I tak nie przebije to liczby czarnuchów na jeden metr kwadratowy. Śpiewy, okrzyki, polskie i czeskie gadki, pijani na ulicach i chodzący z pieczonym ryjem świńskim – to wszystko można i trzeba usłyszeć będąc na Brutal Assault. W ciągu tego wyjazdu znów furorę robiły dmuchane gitary dzięki którym ludzie mogli zostać lokalnym Guitar Hero. Szły jak woda i gość, który postawił na taki pseudo wątpliwy towar w postaci dmuchanych, różowych i żółtych gitar na festiwalu metalowym, zaryzykował jak cholera. A tu się opłaciło i dobrze, że na tym zarobił.
BA w porównaniu z Wacken i nawet Mastersami jest dużo mniejszy i mniej liczny. To nie ta skala, gdzie 80 tysięcy ludzi na te kilka dni tworzy istne miasteczko. Mimo to jest ważnym zdarzeniem na metalowej scenie muzycznej. Nie wiem, czy jest coś co by go zastąpiło. My, zakochaliśmy się w tym miejscu od pierwszych chwil. Istnieją imprezy bardzo, bardzo zbliżone, ale już dużo bardziej „wyrafinowane” – Obscene Festiwal czy Fekał Party. Nie udało się jeszcze na nich być, ale już sama nazwa wskazuje, że świniarze tam rządzą. BA stara się to godzić – z jednej strony jest trochę hardcoru a z drugiej jest element klasyczny heavy metalu. Dobrze to wychodzi skoro już było 15 edycji i nie zapowiada się by to miało się urwać. Miasto w pełni akceptuje festiwal i wie, że dzięki niemu może sporo zarobić. Chociażby przez zwykłą sprzedaż piwa, które z okolicznej „Penny” płynie wartkim strumieniem wózków sklepowych. Do tego zarabiają jeszcze sklepikarze, stacje benzynowe i sprzedawcy ciuchów. Ech, szkoda, że takiego kilkudniowego z prawdziwego zdarzenia nie ma w Polsce. Kiedyś był „Hunter Fest” ale przekręty organizatorów położyły go i podważyły dobre imię. Poza nim nie ma już nic. Nawet Sonisphere, który w Europie jest organizowany w kilku miejscach w Polsce trwa jeden wieczór podczas gdy w Anglii czy Francji lub Włoszech trwa dwa lub trzy dni. Francuzi mają jeszcze swój HellFest i aż żal patrzeć jak to wszystko opływa Polskę szerokim łukiem.
Jeszcze parę słów o Brutalu. To był nasz trzeci festiwal tego lata. Człowiek już czuł zmęczenie i przesycenie. Często słyszało się już te same zespoły, widziało nierzadko tych samych ludzi i robiło się pewne rzeczy tak samo. Nie ma bata by ciągle być na wysokich obrotach i wybiera się już konkretne koncerty, dłużej się przesiaduje przy ławeczce i więcej się je i pije. Na szczęście kompletne zniechęcenie było nam dalekie i daliśmy radę być, obejrzeć i posłuchać wszystko to, co sobie zakładaliśmy. Dobrze jest poczuć się w takim tłumie ludzi, którzy słuchają tego samego i zachowują się niemal tak samo (z wyjątkami, ale to friki). Metalowa brać jest tak barwna i charakterna co powoduje, że zawsze będzie zaskakiwać i ciągle się czegoś nowego będzie można dowiedzieć. Polacy przeważnie są pijani, Słowacy głośni, Czesi noszą sandałki i plastikowe kapcie zaś Norwedzy chleją na umór choć trzymają się dzielnie. Ciekawe, co jeszcze człowieka będzie czekać. To już pokaże przyszłość.
I to już koniec wpisów odnośnie zdobycia Trzech Koron w 2010 roku. Udało się i naprawdę było warto. Dało to inne spojrzenie na festiwale i podbudowało swoją wielkością i rozmachem. Nie trzeba być tam zawsze, ale co jakiś czas raz warto się na nie wybrać i zobaczyć. Teraz, jak ktoś powie „Wacken” czy „Mastersi” albo „Brutal” to już wiadomo co za tym stoi. Możemy też szpanować zakupionymi T-Shirtami z logo tych festiwali. Pewnie za kilka lat będzie trzeba znów pojechać na wszystkie trzy po kolei, by odświeżyć sobie spojrzenie. A przez ten czas będziemy wpadać na niektóre z nich bo warto wracać w takie miejsca. Naprawdę warto.

Teraz trochę filmików:
Co prawda nie naszego autorstwa, ale takich samych frików jak my. Nie mieliśmy kamery na festiwalu bo nas odwalili, ale jak byśmy mieli to pewnie by tak samo to wyglądało :)

Fragmencik występu Cock and Ball Torture

I kolejni świniarze czyli Devourment

I zbitka kilku koncercików:

  One Response to “Trzy Korony – Brutal Assault 2010 – Część 3”

  1. ciekawy pomysł na wykorzystanie czasu przejścia z puntku A do B, nie tracąc dodatkowo czasu na przepisywaniu zapisu głosowego ;)Nie wiesz czy będzie jakiś live?

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)